Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
Blog > Komentarze do wpisu

Nadchodzi upadek turystyki masowej

Przeczytałem katastroficzny artykuł w Wybiórczej Gazetce, że niedługo wiele polskich biur podróży może upaść, a tysiące turystów zostaną z ręką w nocniku i nie pojadą do Egiptu, Tunezji, Grecji czy innego turystycznego raju, a jeśli nawet pojadą, to niekonieczne będą mogły stamtąd bez kłopotów wrócić. Ostatnio upadł jakiś Kopernik czy inny astronom, a w TVN23,5 występowała jęcząca pani, która płakała, że przeżyła dramat, bo parę czy paręnaście godzin musiała na walizkach siedzieć w hotelu, i nikt jej nie poinformował co się dzieje i jakie będą jej przyszłe losy. W sumie się nie dziwię, bo co tu gadać. "Proszę Państwa, informujemy, że Wasze biuro podróży dało ciała, a Wy tu będziecie siedzieć, dopóki jakaś dobra dusza nie przyśle po Was samolotu". Trzeba było w domu zostać, jak radziłem. A nie, Egiptów się zachciewa.

Szczerze mówiąc, zapewne wbrew intencjom autorów, artykuł zasiał w mojej głowie ziarno optymizmu. Bo jeżeli turist-biura pobankrutują, to mniej stonki pojedzie w świat, bo stonka ma to do siebie, że sama tyłka z domu nie ruszy. Mniej stonki to mniejsze kolejki na lotniskach, mniejszy tłok na plażach, niższe ceny noclegów i jedzenia w knajpach, niższe emisje gazów (cieplarnianych i nie tylko), oraz mniej autobusów wlokących się gęsiego prawym pasem po francuskich autostradach i mniejsze kolejki w przyautostradowych kiblach. Same plusy. Właściwie to bankructwo paru biur podróży mnie nie satysfakcjonuje. Naprawdę bym się ucieszył, gdyby zbankrutowały wszystkie, nie tylko w Przenajświętszej Rzeczpospolitej, ale też w Federalnej Republice i Kurestwie Zjednoczonym, bo to oni wysyłają najwięcej stonki za granicę.

Już przez moment chciałem pójść jeszcze dalej. Jeszcze lepszą metodą na spadek cen prawie do zera jest wojna. Nie musi być zaraz w miejscu do którego jedziemy. To nawet trochę niewskazane by było. Ale jakaś mini-wojna w pobliżu. Pamiętam opowieść pewnego Szweda spotkanego na tarasie domku na chorwackiej wyspie Hvar. Twierdził, że w czasie wojny w Bośni, powiedzmy około 1996 roku, na Hvarze można było znaleźć przyzwoite kwatery za kilka niemieckich marek. W Chorwacji był już wtedy idealny spokój, ale stonka nadal bała się przyjeżdżać, więc ceny były wciąż niskie. Nawet w '99 było jeszcze całkiem tanio. Spróbujcie teraz znaleźć coś taniego na Hvarze. Jak Wam się uda - dajcie znać, chętnie skorzystam.

Ostatecznie jednak stwierdziłem, że prawdziwa wojna nie jest fajna. Najlepszym rozwiązaniem jest choróbsko jakieś paskudne. Ebola, pryszczyca, wściekłych krów choroba, SARS, grypa świńska, ptasia albo rybia. Zwykła grypa, co zabija więcej ludzi niż wszystkie inne choróbska razem wzięte, nie jest fajna, bo nikt się nią nie przejmuje. Za to grypą świńską - owszem. To dzięki niej można było całkiem tanio polecieć do Meksyku. A teraz, jak dobrze pójdzie, to będzie można wybyczyć się na pustych hiszpańskich plażach, jak stonka się grypy wystraszy i ucieknie. Bo nie wiem czy wiecie, ale w TVN23,5 mówili, że nastoletnia polska młodzież się grypą świńską właśnie w Lloret de Mar zaraziła.


Tymczasem jednak muszę zobaczyć, jak wygląda świńska grypa w Zjednoczonym Kurestwie. Tam już jest ponoć ponad sto tysięcy przypadków, więc musi być naprawdę niebezpiecznie. Będę więc chodził w maseczce i mył rączki co 5 minut oraz unikał dużych zgromadzeń ludzkich. Z jednym wyjątkiem - przez kilka godzin będę się tłoczył i ocierał z kilkudziesięciotysięcznym, spoconym, kaszlącym i kichającym tłumem. Zobaczycie, przywiozę tę świńsko-zjednoczono-królewską grypę i pozarażam Was wszystkich. Zwłaszcza tych co się pod sceną w Chorzowie będą rozpychać.

środa, 29 lipca 2009, lachmani

TrackBack
TrackBack URL do notki:
Komentarze
Gość: ruda, 92.4.41.13*
2009/07/31 23:19:53
ostatnio malo mialam czasu n anecie ale wlasnei nadrabiam i wiesz Lachman... stesknilam sie za toba hihi, zajebista notka
-
Gość: jlg, bl5-10-6.dsl.telepac.pt
2009/08/09 15:48:11
Znakomity wpis. Podoba mi się Twój bezpośredni styl.
-
2009/08/23 15:21:15
hehe, dobre :) i jakie prawdziwe :)
magda
www.careerbreak.wordpress.com