Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
Blog > Komentarze do wpisu

Wielka Czwóreczka po raz pierwszy

Ja tu Jarkowi emerytury życzę, a on... szkoda gadać. Nie dość, że nie chce zrejterować, to jeszcze orientację zmienia, i niedługo Międzynarodówkę zacznie śpiewać. Oczywiście myląc słowa. A w przerwach będzie robił dobrze Grzesiowi. Chociaż Grześ chyba jednak woli dziewczęta od starszych panów.

Ja też zdecydowanie wolę dziewczęta. Ale zupełnie nie przeszkadza mi to robić zdjęć starszym panom z gitarami. Okazje nadarzyły się dwie. Chociaż przy obu okazjach panowie byli prawie ci sami.

Pierwsza okazja nadarzyła się w Stolycy naszej przepięknej. Każdy powód do podróży jest dobry, a kolejny koncert Metalliki jest powodem zdecydowanie lepszym od innych. A jeśli jeszcze dodać do tego fakt, że podczas tego koncertu po raz pierwszy w historii na jednej scenie wystąpiła tzw. Wielka Czwórka Thrash Metalu - to trudno o lepszy powód. Chociaż za chwilę się znajdzie. Ponieważ jednak nie wszyscy Czytelnicy wiedzą, o co z tym ciężkim metalem chodzi, pozwolę sobie na drobny muzykologiczny wtręt historyczny.

Dawno, dawno temu, na początku lat osiemdziesiątych, w słonecznej Kaliforni, banda znudzonych dzieciaków z niższych sfer, zasłuchanych w brytyjskie zespoły heavymetalowe, zapragnęła grać jeszcze szybciej i jeszcze głośniej od swoich idoli. Banda dzieciaków była na tyle liczna, że powstało całkiem sporo zespołów grających hałaśliwą, chaotyczną pseudomuzykę, którą ktoś określił pięknym mianem thrash metalu. Czyli po naszemu metalowego łojenia.

Zespołów było całkiem sporo, ale największy rozgłos osiągnęły cztery z nich. Każdy podobny do pozostałych, a zarazem dość odmienny. Jeden na początku grał prawie same cudze kawałki, ale nagrał też hit pod tytułem Hit The Lights, ukradł nazwę znajomemu, ukradł basistę innej kapeli, a jego pierwsza płyta z 1983 roku nawoływała do zabijania wszystkich dookoła. W międzyczasie wywalili swojego gitarzystę, narkomana i pijaka, na jego miejsce kradnąc kolejnego gitarzystę z kolejnej zaprzyjaźnionej kapeli. Po czym nagrali parę podobnych do siebie płyt, z których trzecia, poświęcona teatrzykowi lalkowemu, wyniosła ich na komercyjne wyżyny, a piąta, o czarnej okładce, zmieniła ich z niszowych metalowców w gwiazdy muzyki pop. To z niej pochodzi balladka, którą znają nawet wiejskie dziewczęta słuchające disco-polo.

Podczas trasy po płycie trzeciej, w oblodzonej Skandynawii, w wypadku autobusu zginął im kradziony basista, więc po krótkiej chwili rozpaczy ukradli sobie kolejnego. Chyba jednak nie mieli do niego wielkiego zaufania, bo na pierwszej nagranej wspólnie płycie basu w ogóle nie słychać. Pewnie dlatego po kilku kolejnych płytach, w tym symfoniczno-koncertowej, kradziony basista nr 2 postanowił się ewakuować. Dziś pewnie trochę żałuje. Na jego miejsce pojawił się trzeci basista, też lekko kradziony, który ma twarz mordercy i paluchy ze stali. Pojawiły się też kolejne płyty, też do siebie podobne, które światowi konsumenci wciągają jak świeże bułeczki. W sumie jest tego już ponad sto milionów. Ten zespół Metallica się zowie.

Tymczasem wyrzucony gitarzysta-pijak o wielkim ego, niespełnionych ambicjach i charakterystycznym, gęgającym wokalu założył własny zespół, z pomocą którego chciał się zemścić na dawnych kolegach. Trochę mu nie wyszło, ale parę płyt udało mu się sprzedać. Parę albo i paręnaście milionów. Dave Mustaine mu było, a zespół jego hałaśliwy nosił niezbyt ortograficzną nazwę Megadeth. Zasłynął niebywałym poziomem gitarowej wirtuozerii, głównie za sprawą nieodżałowanego Martyna Friedmana, który jednak przerzucił się na sushi i wyjechał do Japonii. Ale zespół gra dalej po licznych zmianach stylu i składu.

Chłopcy z zespołu trzeciego nazwali go (zespół znaczy) Zabójcą. Nagrali sporo męczących płyt, których główna tematyka w warstwie lirycznej to szatan, samobójstwo, kazirodztwo i gwałt. Ich niesłabnąca popularność jest zatem dowodem nieustającej choroby współczesnych społeczeństw. Konsekwentnie trzymają się obranego stylu, przez co nie mają zbyt wielu nowych fanów, ale za to starzy fani oddaliby za nich życie, nawet jeśli dziś są prezesami banków. Nazywają się Slayer.

Zespół czwarty zaczynał od biegania w krótkich spodenkach i jazdy na deskorolkach. Potem było mało charakterystyczne metalowe granie, ale ostatecznie dorobili się rozpoznawalnego brzmienia. Potem były przygody z muzyką rap, zmiana wokalisty na lepszy model, i parę całkiem udanych płyt. Niestety ostatnio zmienili wokalistę na starszy, mniej udany model, ale i tak wciąż mają niezłą parę. Ich nazwa wywołała sporo zamieszania w 2001 roku, kiedy pojawiło się rzekome zagrożenie przesyłkami z wąglikiem. Bo zespół numer cztery Wąglikiem się zwie. Czyli Anthrax po naszemu.

Zespoły te cztery nigdy nie grały na jednej scenie czy jednym festiwalu. Ale ten pierwszy raz w końcu nadszedł. I ten pierwszy, historyczny raz, miał miejsce właśnie w Stolicy Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. W Warszawie, na Bemowie, 16 czerwca, roku pańskiego 2010.

Oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć, zwłaszcza, że każdy z tych zespołów już wcześniej widziałem na koncertach, i wiedziałem, że warto. Anthrax widziałem na genialnym koncercie w warszawskiej Stodole w 1996 roku razem z Life of Agony, a potem jeszcze kilka razy. Megadeth widziałem po raz pierwszy w Berlinie w 1994, późniejszych koncertów nie zliczę, bo było ich sporo przy różnych okazjach. Łatwo mi zliczyć koncerty Slayera, bo był tylko jeden, bodajże w 2004 roku. No i łatwo mi zliczyć koncerty Metalliki, bo warszawski był równo dwudziesty.

Więc mnie nie zabrakło. Nie zabrakło też innych widzów i słuchaczy. Było nas razem podobno jakieś 80 tysięcy. Zabrakło za to rozsądku ze strony organizatorów, zwłaszcza w odniesieniu do ilości toi-toiów oraz sprzedaży piwa. To jest tak żałosne, że aż nie chce się o tym gadać i pisać. Więc napiszę tylko, że jeden z naszych znajomych stał w kolejce po piwo... 1,5 godziny.

A ponieważ Blox.pl nie chce zaakceptować więcej grafomanii w jednym wpisie, to o wrażeniach z koncertu wypowiem się w części drugiej. Jutro.

sobota, 26 czerwca 2010, lachmani

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...