Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
Blog > Komentarze do wpisu

Indonezyjskim miastom mówię NIE

Wiem, że to daleko idące uogólnienie, bo na razie tych miast widziałem dwa. Pontianak na Borneo, które to paskudne miasto odwiedziłem wraz z Radziem dwa lata temu, oraz Makassar na Sulawesi, gdzie byłem parę dni temu. Wtedy uznałem, że Pontianak to najgorsze, najtrudniejsze do zniesienia miasto, w jakim kiedykolwiek byłem. To pozostaje prawdą, ale Makassar niewiele Pontianakowi ustępuje. Jest większy, lepiej rozwinięty, ma więcej centrów handlowych, boiska piłkarskie w centrum, fort o znajomo brzmiącej nazwie Rotterdam oraz jedno z największych na świecie wesołych miasteczek. Władze Makassaru mają też jakąś wizję, coś w stylu Pływające Ogrody 2050, tylko u nich wizje mają stać się rzeczywistością już w roku 2030. Wymyślili sobie nawet, że będą nowym Singapurem. Yyyymmmm... Trzymam kciuki. Nie zmienia to jednak faktu, że aktualnie Makassar jest absolutnie syfiasty.

To, co mnie najbardziej wkurza w indonezyjskich miastach (tak, tych dwóch, które do tej pory widziałem), to brak jakiejkolwiek nawet namiastki chodnika. Nie smród, nie brud, nie spaliny, nie zagrożenie życia przy próbie przejścia przez jezdnię. Brak czegoś, po czym można by było normalnie chodzić po mieście, bez konieczności przepychania się przez zaparkowane motocykle, skutery, samochody oczywiście albo sterty śmieci. Wydawało mi się, że w polskich miastach piesi mają problemy - ale tylko mi się wydawało. Tutaj pieszy jest bez szans. Jeżeli w ogóle jest na tyle głupi, żeby próbować przejść więcej niż 20-30 metrów piechotą. Większość lokalsów takie "dłuższe" dystanse pokonuje minibusem (zwanym bemo albo lokalnie pete-pete) albo rikszą (noszącą dla zmyłki nazwę becak). Spacerujący białas spotyka się raczej ze zdziwieniem i sporym rozczarowaniem ze strony liczących na zarobek kierowców beczaków.

Męczący spacer po Makassarze zaprowadził mnie na plac z boiskami w centrum miasta, gdzie młodzież próbuje dorównać finalistom mistrzostw świata. Obok jest podziemne centrum handlowe, ale jakoś nie widziałem powodu, żeby tam zaglądać. Przeszedłem się dalej zasmrodzonymi, zapchanymi ulicami, i czułem się trochę dziwnie, bo pozdrowienia i zaczepki pojawiały się co chwilę. W pewnym momencie moja popularność stała się nieco uciążliwa. Ale jej efektem jest masa zdjęć uśmiechniętych lokalnych mordek.

Zajrzałem do portu. Nie tego nowoczesnego, kontenerowo-promowego, ale tego na skraju miasta, w którym cumują tradycyjne łodzie. Ponoć kawałek na wschód od Makassaru można sobie obejrzeć miejsca, w których te łodzie są budowane przy użyciu tych samych narzędzi i technik, co setki lat temu. Ale ja nie mam czasu tam zajrzeć. Szkoda trochę.

Droga powrotna z portu była już trochę ponad moje siły, więc podjechałem becakiem. Pedałujący chłopak mówił po angielsku wystarczająco dobrze, żeby wprowadzić mnie w tajniki portowych barów karaoke (czytaj: burdeli) i obowiązujących w nich cen oraz terminologii. Więc niniejszym informuję ewentualnych zainteresowanych, że cziki-cziki kosztuje 100 tysięcy rupii, czyli jakieś 11 dolków. Ulica z burdelikami jest dość długa, więc każdy desperat znajdzie coś dla siebie. Ci z wyższej półki mogą zajrzeć do lokalu o nazwie Zona Cafe, też przy nadmorskiej promenadzie, gdzie w środę jest Ladies' Night, a we wtorek Sexy Girls Party. Niestety nie zajrzałem, ale z zewnątrz party wyglądało na dość słabe, a girls nie było widać żadnych, nie mówiąc już o sexy.

Najnowszą i ponoć największą atrakcją Makassaru jest Trans Studio World, czyli jeden z największych na świecie parków rozrywki pod dachem. Miałem nawet nieprzepartą ochotę się tam wybrać, ale czasu mi zabrakło. Wolałem sfotografować zachód słońca i pójść spać przed długą autobusową podróżą w głąb wyspy.

poniedziałek, 19 lipca 2010, lachmani

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: , *.centertel.pl
2010/07/19 23:25:36
Radziowi zakręciła się łezka w oku jak poczytał i zobaczył znajome fotki. Ehhh :)
Pozdrowienia z Wszawki
-
Gość: , *.centertel.pl
2010/07/19 23:27:47
Radziowi łezka zakręciła się w oku jak poczytał i zobaczył znajome fotki. Ehhhh.
Pozdrowienia z Wszawki :)
-
Gość: AIR, 202.152.57.*
2011/12/14 15:09:01
Fajny artykuł o Makassarze, właśnie w nim przebywam. Moje odczucia są zupełnie inne, oczywiście można spotkać szczura na ulicy:), ale tragedi nie ma. Jak dla mnie bardzo ciekawe miejsce, może nie tak rozwinięte jak Surabaya, którą odwiedziłem 2 tygodnie temu, ale ludzie są otwarci uśmiechnięci i życzliwi. Przez ostani rok mieszkałem w Indiach i może dlatego Makassar wydaje mi się czyściutkim cywilizowanym miastem, z pięknymi równymi chodnikami, normalną mętalnością i dobrym jedzeniem bez masalii:) Ale jak już wspomniałem jestem wypaczony przez Indie... Pozdrawiam i powodzenia
-
Gość: AIR, 202.152.57.*
2011/12/14 15:14:00
P.S. Dzisiaj środa, właśnie idę do Zona Cafe na Ladies Night:) Klub całkiem spoko, poznałem własciciela z malzonka, bardzo mili ludzie, muzyka na zywo + DJ calkiem ok. Na zewnatrz klub dosyc niepozorny, ale w srodku calkiem do rzeczy, dorbe naglosnienie i obsluga. Drobna rada, do klubu nie warto przychodzic przed 12 w nocy, tutaj imprezy rozkrecaja sie doysc pozno...
-
2011/12/15 12:46:27
No i jak było na Ladies Night? Były jakieś ladies? ;) Fakt, w porównaniu z indyjskimi miastami Makassar nie jest wcale taki zły. Tylko trzeba uważać na męty... Pozdrowienia!
-
Gość: AIR, 202.152.57.*
2011/12/18 11:10:52
ladies zawsze sie znajda:)








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...