Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
Blog > Komentarze do wpisu

Bombastic

Czy może być cudownie w miejscu, w którym jedyny kibel stanowi dziura w podłodze, a łazienka to betonowy pojemnik na wodę i plastikowy czerpak? W którym ciągle wszystkiego brakuje - czasem ryby na obiad, dość często kawy, a prawie zawsze piwa? W którym po plaży walają się śmieci i wyrzucone przez morze kawałki drewna?

W którym prąd jest tylko przez 4-5 godzin dziennie, a bieżącej wody nie ma wcale? Jeżeli uważacie, że nie, to raczej nie nocujcie w Poya Lisa Cottages. Co prawda właściciel, sympatyczny wioskowy lekarz o imieniu Ismail, buduje kolejne domki, tym razem już z toaletą, ale znając jego skłonności do zapominania o wszystkim śmiem przypuszczać, że jeszcze długo nie będą gotowe. Jedyną, ale za to całkiem sporą zaletą Poya Lisy jest jej położenie - na niewielkiej, własnej wysepce z lekko dogorywającą rafą koralową, kilkaset metrów od wioski Bomba na Togianach.

W bombowej wiosce i okolicach nie ma zbyt wielu atrakcji. Owszem, spacer po wsi może być sympatyczny, tylko trzeba wytrzymać, aż lokalnym dzieciakom znudzi się chodzenie za białasem. Wykrzykiwanie "hey, mister" nie znudzi się nigdy. Lokalna młodzież spędza popołudnia grając w zośkę. Trzeba przyznać, że wychodzi im to niemal zawodowo.

Turyści jednak spędzają całe dnie w wodzie albo na wodzie. Albo pod wodą. Nie zaliczyłem nurkowania w Bombie, ale wycieczka snorkelingowa po okolicznych wyspach była baaardzo atrakcyjna.

Atrakcyjne były też zachody słońca, po których zwykle następowała sesja przyspieszonej konsumpcji nielicznych bronków, które właściciel akurat raczył przywieźć ze sklepu. Były też noce przy pełni księżyca, które wykorzystywałem na fotograficzne wygłupy. I ta bombowa sielanka trwała trzy dni, po których przeniosłem się do jeszcze większej sielanki z jeszcze lepszymi widokami. Głównie podwodnymi.

sobota, 07 sierpnia 2010, lachmani

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...