Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
Blog > Komentarze do wpisu

Pogrzebowe klimaty w deszczu

Głównym powodem, dla którego czytelnicy Lonely Planet licznie przybywają do Tana Toraja, czyli po prostu ziemi Torajów, nie są tutejsze krajobrazy. Owszem, krajobrazy są piękne, z wapiennymi skałami górującymi nad zielonymi poletkami ryżowymi. Niestety, nie było nam dane cieszyć się tymi krajobrazami, bo pogoda nas nie rozpieszczała. Po prostu lał deszcz.

Na szczęście przestał na chwilę akurat wtedy, kiedy trafiliśmy na ceremonię pogrzebową. Bo to pogrzeby są podobno główną atrakcją Kraju Torajów. Dlaczego? Bo dużo się na nich dzieje. Są mowy i śpiewy, są jakieś tańce, są przebieranki, są prezenty, są ofiary ze zwierząt. Ludzie zjeżdżają się nie tylko z całej okolicy, ale także z innych krajów. Nie turyści (ci też są, oczywiście), tylko Torajowie, którzy wyjechali ze swojego pięknego kraju. Pogrzeby kosztują masę szmalu, więc nie odbywają się od razu po śmierci delikwenta. Bywa, że nieboszczyk spoczywa w specjalnie do tego celu przygotowanym domu nawet kilka lat. W tym czasie jego rodzina ciężko haruje na to, żeby na pogrzeb zarobić. Jest to jakieś wytłumaczenie ogólnego syfu panującego w Torajalandzie - wszyscy pracują na pogrzeby, nie zwracając uwagi na doczesne potrzeby. Nawet się zarymowało.

Atrakcyjna w Torajalandzie jest też architektura. Domy Torajów rzekomo przypominają łodzie. Zależy komu, bo mnie niespecjalnie. Ale ponoć są budowane na kształt łodzi, którymi Torajowie skądś kiedyś rzucili się przez morze. Co prawda jest masa zupełnie zwykłych, kwadratowych i pozbawionych charakteru budynków, a i tradycyjne, łodziopodobne domy są często kryte blachą falistą, to jednak przyznać trzeba, że jest to coś specyficznego i zupełnie wyjątkowego.

Wróćmy jednak do pogrzebu. Najpierw był korek, bo na pogrzeb waliły prawdziwe tłumy. Potem było słychać donośne kwiczenie świń. Najpierw myślałem, że to już zarzynanie, ale okazało się, że świnie kwiczą wniebogłosy z niezadowolenia. I słusznie, nikt nie byłby zadowolony, gdyby go związali i na jakimś kiju nosili. Tych przywiązanych do kijów świń było chyba kilkadziesiąt. Były też bardziej okazałe zwierzęta, mianowicie bawoły. Nigdy nie wiem, co to tak naprawdę za zwierzę jest, ale wiem, że ma rogi. I to spore. Samo zwierzę też jest spore, a w Torajalandzie ponoć też sporo kosztuje. Słyszałem o kwotach rzędu 9 tysięcy dolarów. Więc taki prezent dać na pogrzeb to nie byle co.

Miało być zarzynanie bawołu, ale tego nie doczekaliśmy. Po dwóch godzinach wycia wodzireja, walenia w bębny, wprowadzania kolejnych gości, picia herbaty, jedzenia mięsa świni, która przed chwilą została bezlitośnie ukatrupiona 3 metry dalej (tuż obok kupy zrobionej przez jakieś dziecko), a następnie wypatroszona i opalona w ognisku, by ostatecznie jej mięso znalazło się w bambusowej rurze (świnia w bambusie - taki torajański delikatesik)... mieliśmy lekko dość. Parę fajnych (mam nadzieję) fotek udało się zrobić, ale wystarczy.

Potem jeszcze odwiedziliśmy jakąś rzekomo tradycyjną wioskę, gdzie stało parę tych łodziopodobnych domów oraz również łodziopodobne stodoły na ryż. Dookoła na ryżowych poletkach Torajowie zasuwali w upale. Współczułem im serdecznie. Ci przynajmniej pracowali, bo większość napotykanych Indonezyjczyków robi wiele różnych rzeczy, jednak pracą żadnej z nich nazwać nie można.

Najlepsze fotki zostawiłem na koniec. Krew, flaki, wszystko robione w brudzie, a i tak zaraz wyląduje na stole. Trafiła się nawet świnia rodem z PRLu.

Teoretycznie do uczestnictwa w pogrzebie w przypadku turystów potrzebny jest przewodnik (który liczy sobie około 20 dolków za dzień), ale tak naprawdę to wystarczy się dowiedzieć, gdzie jest ceremonia, albo podpiąć się do innej grupy białasów. My zrzuciliśmy się w czwórkę z jakimiś przypadkowymi Szwajcarami. Trzeba też przynieść jakiś prezent, w naszym przypadku była to sztanga papierosów. Zdaje się, że te papierosy lądują potem wraz z nieboszczykiem w grobie. Bo Indonezyjczycy palą na potęgę. Wygląda na to, że palą nawet po śmierci.

niedziela, 01 sierpnia 2010, lachmani

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...