Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
Blog > Komentarze do wpisu

Zupa rybna z blondynką

Najważniejsze na Bunakenie było oczywiście nurkowanie. Sven, niemiecki kierownik nurkowego zamieszania, najlepszy divemaster z jakim miałem kiedykolwiek do czynienia, codziennie zabierał nas w różne ciekawe podwodne miejsca i z daleka wynajdywał mikroskopijne stworki, które ledwo było widać gołym okiem. Jak na przykład coś zwanego ghostpipe fish, wyglądające jak liść morskiej trawy, i dopiero po dłuuugim przyglądaniu się człowiek widzi, że toto ma głowę, tułów i płetwy. Albo nudibranche, które to kolorowe cudeńka noszą w języku Reja i Liroja nazwę ślimaków nagoskrzelnych.

Ale to nie znaczy, że nie było dużych rzeczy. Widzieliśmy parę żółwi, ze trzy rekiny, sporo wielkich barakud, tuńczyki, napoleony i całą masę pomniejszych rybek. Moi współlokatorzy wyposażyli mnie w księgę ryb Pacyfiku, dzięki czemu w końcu zacząłem odróżniać tuńczyka od marlina, a jednorożca od motyla. Byliśmy też na nocnym nurkowaniu, które było chyba moim najlepszym do tej pory, z masą wielkich krabów chowających się pod koralami. W przerwach między kolejnymi nurami leżeliśmy leniwie na wodzie z rurkami w pyskach gapiąc się w dół na rybki. W niektórych miejscach było ich tyle, że ktoś trafnie nazwał to zupą rybną.

Pierwsze nury szybko poszły w zapomnienie, kiedy pojawiła się Ona. Ona, moja wymarzona, stary bury lachociąg, to biskupa dupa żona. Nie, spokojnie, nikogo nie obrażam, to tylko cytat z Liroya. Nie wiem co mnie na niego tak nagle wzięło. W każdym razie któregoś dnia, zupełnie z głupia frant (to trafne określenie) zjawiła się w naszym cudownym ośrodku pewna wyszczekana blond Jankeska i wywróciła moje życie do góry nogami. Znaczy moje podwodne życie wywróciła, bo została moim buddy, nurkowym kumplem, znaczy parą po prostu.

Na lądzie... lubiliśmy się średnio. Na początku chyba wcale. Jej lekko głupkowate hamerykańskie teksty działały mi na nerwy, może dlatego, że miałem kaca. Jak co dzień. Chociaż przyznaję, że zaimponowała mi odwagą i jajem, szczególnie jak na Jankeskę, bo raczej niewiele tamtejszych dziewcząt spotyka się bakpakujących solowo po świecie. A ta była w podróży już od ładnych paru miesięcy. Zresztą jak ktoś odczuwa przemożną chęć i ciekawość, to może sobie poczytać jej blogowe wynurzenia: Walk a Mile in my Flip-Flops.

Natomiast pod wodą nawiązała się między nami dziwna więź. Szybko okazało się, że zużywamy powietrze dokładnie w takim samym tempie. Po trzecim wspólnym nurkowaniu zaczęliśmy żartować, że być może nasze serca też biją jednym rytmem. Nie dane nam się było przekonać, bo za mało czasu spędziliśmy razem. Była to jednak niezwykle burzliwa znajomość, jak z filmu czy romansu, w której znalazł się nawet element ratowania życia w skomplikowanej sytuacji sztormowej, kiedy próbowaliśmy po nurkowaniu wejść na pokład, a spora fala zapragnęła moją jankeską połówkę zabrać ze sobą i wciągnąć pod łódź. Oczywiście nie mogłem na to pozwolić. I nie pozwoliłem. Niestety zabrakło namiętnego pocałunku wdzięczności, który w romansie na pewno by wystąpił. Cóż, życie to nie film. Ale jestem pewien, że teraz żałuje i że już za mną tęskni. Zresztą ja też tęsknię. No serio mówię Wam.

środa, 11 sierpnia 2010, lachmani

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/11 22:13:34
Jesss, Lachmaniemu serce w końcu zabiło! Jess!
Ty gamoniu jednen, nie zakładaj się teraz z własną wyobraźnią, tylko leć jej szukać! Odnajdź, pocałuj i zaczaruj na dobre!
-
Gość: Krzys, *.oc.oc.cox.net
2010/08/12 18:00:02
...nawet wasze blogi sa wyjatkowo dobre haha...moze jej nawet ciut lepszy....
-
2010/08/13 14:46:42
Jasne było, że od razu znajdą się chętni do organizowania mi życia :) Ale proponuję, żeby zajęli się swoim. Ja sobie naprawdę świetnie radzę :D
-
2010/08/14 10:37:14
No jasne, że jasnym było, w końcu po coś się podzieliłeś ze światem tę swoją tęsknotą!
No i czy do tej pory się nie nauczyłeś, choć to smutne, że łatwiej komuś aranżować życie, niż sobie samemu...
-
Gość: Krzys, *.oc.oc.cox.net
2010/08/17 18:39:20
...ostatnia rzecza jaka ci zycze to zwiazek z jakas jankeska..choc moze i mozna trafic na w miare rozgarnieta, ale to znowu nie taka latwa sprawa..., ... a z tym blogiem to byl zart - jej ma tylko ladniejsza okladke :-)








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...