Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
Blog > Komentarze do wpisu

Plażowa śmietanka na mokro

Kolejny dzień miał być dniem wielkim i pamiętnym. I w sumie taki był. Miałem bowiem w planie wizytę na rzekomo najpiękniejszej plaży Wielkiej Brytanii. Sandwood Bay się ona zwie, i leży kawałek na północ od miejscowości Oldshoremore, a kawałek na południe od Cape Wrath, czyli "górnego lewego" narożnika Szkocji. Jedynym drobiazgiem, który ten wielki, pamiętny i piękny dzień nieco popsuł, była pogoda. Ale po kolei.

Kawałek na północ od Ullapool trafiłem na coś, co się zwie Knockan Crag. Nie mam pojęcia co to Knockan ani co to Crag, ale wyszło na to, że chodzi o jakieś skalne wypiętrzenie. Zatrzymałem się więc na parkingu i poszedłem pod górkę. Lekkim zaskoczeniem była dla mnie wielka kula zrobiona z płaskich kawałków skał, ale kiedy przeczytałem parę tablic informacyjnych, to zrozumiałem, że Knockan Crag jest bardzo fajnym miejscem na poznanie warstwowej struktury skał i geologicznej historii Szkocji. A przy okazji widoczki na okoliczne góry też były niczego sobie.

Po obejrzeniu górek trzeba było przez nie przejechać. Wybrałem boczną drogę, oznaczoną jako "nieodpowiednia dla autobusów i campervanów", która po jakimś kawałku zmieniła się w fajną, krętą serpentynę. A potem przejechałem na drugą stronę przełęczy i zjechałem w stronę wybrzeża. Jakiś zrujnowany zameczek też się trafił po drodze. To Ardvreck Castle, niegdysiejsza własność klanu MacLeodów. Tak, tych od "Nieśmiertelnego".

Toczyłem się na północ, i byłem coraz bliżej upragnionej plaży. Niestety, coraz bliżej były też ciemne, deszczowe chmury. Więc kiedy dojechałem wreszcie do parkingu, z którego miałem ruszyć na plażę, padało w najlepsze. Ja byłem jednak dość dobrze przygotowany na taką ewentualność. W końcu jak się jedzie do Szkocji, to dobrze mieć coś na wypadek deszczu. Więc założyłem wodoodporne spodnie, kurtkę, zawinąłem aparaty w foliowe worki, i ruszyłem z buta.

Sandwood Bay leży jakieś 9 kilometrów od najbliższej drogi, więc raczej nie spodziewałem się tam tłumów. I rzeczywiście, na tych 9 kilometrach marszu ścieżką przez mokradła spotkałem tylko kilku zmokniętych piechurów. Nawet jakiś zagubiony surfer się znalazł. Kiedy doszedłem do celu, widok ukazał się mym oczom niezwykły. Najpierw pokryte wyłysiałą trawką wydmy, potem spore jeziorko, a w końcu wielka łacha piachu ogrodzona po obu stronach wysokimi skałami. Jakby tego było mało, u jej południowego końca z morza sterczy spory skalny szpikulec.

Całą tę plażową rozkosz popsuł deszcz. Co prawda przestało padać akurat wtedy, kiedy dotarłem do plaży, ale po godzinie marszu woda ściekająca z przeciwdeszczowych spodni sprytnie znalazła drogę do moich zupełnie nie-przeciwdeszczowych butów. Więc zaczęło mi trochę chlupotać. A ponieważ nic nie wskazywało na rychłą poprawę pogody, ruszyłem w chlupoczących butach w drogę powrotną.

A potem pojechałem jeszcze dalej na północ, tak daleko, że dalej się już nie dało. W Durness rozbiłem namiot na najpiękniej chyba położonym kempingu na świecie, na szczycie wysokiego klifu opadającego do piaszczystej plaży i zielonkawej wody. Estetycznej ekstazy dopełnił krwawy zachód słońca i tęcza nad dachami przyczep kempingowych. Chociaż przez chwilę pomyślałem o Jeremy Clarksonie i miałem nadzieję, że to pożar...

sobota, 03 września 2011, lachmani

Polecane wpisy

  • Boleśnie trafna prognoza pogody

    Prognozy pogody się czasem sprawdzają. Zwłaszcza wtedy, kiedy pogoda ma być fatalna. Tak właśnie było w ostatnim dniu mojego pobytu w Szkocji. Miałem w planie o

  • Krwawy Przylądek Gniewu

    Rano do mojego ciasnego namiociku zapukał pewien miły pan i zażądał 8 funtów za nocleg. Zabawne trochę było jego pytanie, ile nas tam w tym namiociku śpi, choci

  • Photoshop czy rzeczywistość?

    Czasem nie trzeba Photoshopa , żeby zdjęcia wyglądały zupełnie nierealnie i przepięknie. Tak właśnie jest w tym przypadku. Zatem wyjątkowo bez zbędnej pisaniny

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/10/04 21:57:29
aaa








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...