Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
Blog > Komentarze do wpisu

Krwawa droga przez krainę dziwacznych tricykli

Kiedy nadszedł nasz ostatni poranek w El Nido, prąd już chyba był. W każdym razie wszyscy jakoś wstaliśmy, zebraliśmy manatki i tricyklem pojechaliśmy ciemnymi uliczkami na jakieś zadaszone klepisko, z którego odchodził nasz busik do Puerto Princesa. Busik już stał, o dziwo miał wszystkie koła, paliwo i siedzenia, pozostali pasażerowie też już byli w komplecie, więc bez większych opóźnień ruszyliśmy w drogę. Była ona nieco wyboista i dziurawa, przynajmniej jej pierwszy kawałek do miejscowości Taytay, gdzie skończył się dziurawy szuter, a zaczął względnie równy beton. Tam zatrzymaliśmy się na krótki postój na błotnistym klepisku, na którym w deszczu stały smutne tricykle.

Mniej smutna była czarna psina, która koniecznie chciała się z nami zabrać w dalszą podróż. Niestety nie było dla niej miejsca w busiku, więc po paru minutach pieszczot musieliśmy psinę wygonić. Zostały po niej tylko zdjęcia.

Kolejny deszczowy postój wypadł w Roxas u progu zbiorowiska kilku sklepików i restauracji. Ponieważ wciąż lał deszcz, schroniliśmy się pod daszkiem. I oczywiście, zgodnie z hasłem "Disaster Holiday", jedyna do tej pory całkowicie sprawna osoba z naszej radosnej ekipy, czyli Aga, już w pierwszych 3 minutach postoju rozorała sobie piętę na niebezpiecznym, metalowym profilu drzwi do jednego ze sklepów. Pięta krwawiła obficie, jednak szczęśliwie w tym samym kompleksie była apteka, więc natychmiast zakupiliśmy niezbędny sprzęt opatrunkowy i krwawy kryzys został zażegnany.

Potem pojechaliśmy dalej, i po jakimś czasie zostaliśmy wyrzuceni na rozstaju dróg w Salvacion. Tym razem, w odróżnieniu od mojej poprzedniej wizyty 3 lata temu, postój był dość krótki, w sam raz na sfotografowanie kilku palawańskich tricykli o tradycyjnie niezwykłych kształtach, kilku małych kózek i na krótką pogawędkę z lekko oderwanymi od rzeczywistości Duńczykami. Udało mi się też zarejestrować rozkoszną kolekcję samochodowych maskotek. Aż w końcu przyjechał kolejny minibus i zabrał nas do Sabang.

środa, 31 października 2012, lachmani

Polecane wpisy

  • Krewetkowa operacja desantowa

    I my też pojechaliśmy do Puerto Princesa. Nie mieliśmy tam zbyt wiele czasu, więc szybko ulokowaliśmy się w One Rover's Inn w pobliżu lotniska i już mieliśmy wy

  • El Nido - informacji praktycznych garść

    Właściwie to nie powinienem nikomu ułatwiać zadania, bo El Nido należałoby raczej chronić przed zalewem turystów . Ale znajcie moją nieskończoną dobroć. Oto par

  • Disaster Holiday, czyli zabójcze krewety

    Przyznaję. Disaster zaczął się ode mnie. Podczas którejś z wycieczek łodzią po wysepkach wokół El Nido nieopatrznie stanąłem na coś ostrego i zrobiłem sobie ni

TrackBack
TrackBack URL wpisu:








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...