Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
Blog > Komentarze do wpisu

Blogasek powstaje z martwych

Radujcie się Parafianie, albowiem radosną mam dla Was nowinę! Wakacje się skończyły i martwy okres na Zajefajnym Blogasku też się właśnie kończy. Głównie dlatego, że chwilowa niesprawność nie pozwala mi wypełniać każdej wolnej chwili jazdą na rowerze. Więc postanowiłem coś napisać, żebyście nie myśleli, że zacząłem grać w golfa albo oglądać polskie seriale lub programy kulinarne.

Nie każdy zagląda na Szajsbuka, więc jestem Wam winien skróconą relację z ostatniej wycieczki. Trafiony nagłym impulsem, pod koniec czerwca zakupiłem w tureckich liniach lotniczych bilecik do Dżakarty. To był błąd, ale o tym dowiedziałem się nieco później. Ale głównym celem mojego wyjazdu była wyspa Celebes vel Sulawesi. Tak, byłem tam już, ale teraz chodziło wyłącznie o nurkowanie. Więc właściwie nie było żadnego zwiedzania na lądzie.

W dużym skrócie:
- uciekłem przed fatalnym lipcem w Ojczyźnie,
- w Stambule dowiedziałem się, że można podstawić samolot bez załogi,
- w Jakarcie pierwszy raz w życiu poszedłem do okienka i powiedziałem "bilet na najbliższy samolot poproszę",
- w Makassarze ciężko odchorowałem jet lag i przez 2 dni nie mogłem się ruszyć z tego paskudnego miasta, dobrze że dawali pyszne grillowane banany,
- spędziłem 5 ciężkich godzin w zatłoczonym SUVie do miasteczka Bira, a na koniec podróży zostałem obrzygany przez współpasażera lat 7,
- w Birze przez kilka dni widywałem więcej rekinów niż ludzi, za to wśród tych nielicznych ludzi był sam Mahomet,
- takim samym zatłoczonym pojazdem wróciłem do Makassaru, tym razem bez rzygania,
- spędziłem długi dzień w drodze do środkowej części wyspy, a po drodze: namówiłem parę Niemców do zrobienia kursu nurkowania; zrobiłem parę zdjęć na targu w Poso; przetrwałem 4 godziny w minibusie z naćpanym kierowcą-maniakiem i łupiącym indo-disco; zjadłem pysznego sataya i słodkiego terang bulana,
- przeżyłem mrożący krew w żyłach dzień na morzu w małej łódce z uszkodzonymi silnikami,
- na wyspie Una Una obejrzałem wirującą ławicę barakud oraz nagłą śmierć małego kotka,
- na wyspie Kadidiri po raz kolejny odwiedziłem wrak bombowca i oglądałem nieznane mi wcześniej ślimaczki,
- na promie byłem świadkiem exodusu europejskich uchodźców z wysp Togian, spędzających noc na pokładzie, sam jednak spałem wygodnie w klimatyzowanej kajucie,
- w Gorontalo widziałem kopulujące płaszczki i inne dziwne podwodne stwory,
- wreszcie na wyspie Bunaken spędzałem całe dnie (a czasem noce) pod wodą przez bity tydzień i zupełnie nie chciałem stamtąd wyjechać,
- spędziłem dzień i noc w Manado oraz kawałek wieczoru w Dżakarcie i uciekłem stamtąd jak najszybciej się dało,
- zapłaciłem oficjalną karę za nielegalne przedłużenie pobytu, a pan ze służby imigracyjnej bezczelnie schował te pieniądze do kieszeni,
- w drodze powrotnej zobaczyłem ciche i spokojne centrum Stambułu i wszedłem do dziwnego podziemnego zbiornika wodnego.

A potem wróciłem do domu i znów było lato.

niedziela, 13 września 2015, lachmani

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2015/09/14 14:10:07
Świetnie się czyta! :)
-
2015/10/01 16:37:11
Teraz już mogę się wyluzować i przestać czarować - piszesz dalej. Od razu przygód bez liku i to w dobrym stylu, nawet podróż z małym rzygulcem.
Niecierpliwie czekam na kolejną porcję przygód które wywołują uśmiech a czasami zdumienie i podziw.
Pozdrawiam serdecznie:)
-
2015/10/03 14:40:44
Ah, jak dobrze żeś wrócił! :D
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2015/11/01 15:28:56
No to miło!!!! Bo to fajny internetowy pamiętniczek jest!!! Pozdrawiam i czekam na wszelkie podróżnicze relacje. JMD








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...