Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
niedziela, 13 września 2015

Radujcie się Parafianie, albowiem radosną mam dla Was nowinę! Wakacje się skończyły i martwy okres na Zajefajnym Blogasku też się właśnie kończy. Głównie dlatego, że chwilowa niesprawność nie pozwala mi wypełniać każdej wolnej chwili jazdą na rowerze. Więc postanowiłem coś napisać, żebyście nie myśleli, że zacząłem grać w golfa albo oglądać polskie seriale lub programy kulinarne.

Nie każdy zagląda na Szajsbuka, więc jestem Wam winien skróconą relację z ostatniej wycieczki. Trafiony nagłym impulsem, pod koniec czerwca zakupiłem w tureckich liniach lotniczych bilecik do Dżakarty. To był błąd, ale o tym dowiedziałem się nieco później. Ale głównym celem mojego wyjazdu była wyspa Celebes vel Sulawesi. Tak, byłem tam już, ale teraz chodziło wyłącznie o nurkowanie. Więc właściwie nie było żadnego zwiedzania na lądzie.

W dużym skrócie:
- uciekłem przed fatalnym lipcem w Ojczyźnie,
- w Stambule dowiedziałem się, że można podstawić samolot bez załogi,
- w Jakarcie pierwszy raz w życiu poszedłem do okienka i powiedziałem "bilet na najbliższy samolot poproszę",
- w Makassarze ciężko odchorowałem jet lag i przez 2 dni nie mogłem się ruszyć z tego paskudnego miasta, dobrze że dawali pyszne grillowane banany,
- spędziłem 5 ciężkich godzin w zatłoczonym SUVie do miasteczka Bira, a na koniec podróży zostałem obrzygany przez współpasażera lat 7,
- w Birze przez kilka dni widywałem więcej rekinów niż ludzi, za to wśród tych nielicznych ludzi był sam Mahomet,
- takim samym zatłoczonym pojazdem wróciłem do Makassaru, tym razem bez rzygania,
- spędziłem długi dzień w drodze do środkowej części wyspy, a po drodze: namówiłem parę Niemców do zrobienia kursu nurkowania; zrobiłem parę zdjęć na targu w Poso; przetrwałem 4 godziny w minibusie z naćpanym kierowcą-maniakiem i łupiącym indo-disco; zjadłem pysznego sataya i słodkiego terang bulana,
- przeżyłem mrożący krew w żyłach dzień na morzu w małej łódce z uszkodzonymi silnikami,
- na wyspie Una Una obejrzałem wirującą ławicę barakud oraz nagłą śmierć małego kotka,
- na wyspie Kadidiri po raz kolejny odwiedziłem wrak bombowca i oglądałem nieznane mi wcześniej ślimaczki,
- na promie byłem świadkiem exodusu europejskich uchodźców z wysp Togian, spędzających noc na pokładzie, sam jednak spałem wygodnie w klimatyzowanej kajucie,
- w Gorontalo widziałem kopulujące płaszczki i inne dziwne podwodne stwory,
- wreszcie na wyspie Bunaken spędzałem całe dnie (a czasem noce) pod wodą przez bity tydzień i zupełnie nie chciałem stamtąd wyjechać,
- spędziłem dzień i noc w Manado oraz kawałek wieczoru w Dżakarcie i uciekłem stamtąd jak najszybciej się dało,
- zapłaciłem oficjalną karę za nielegalne przedłużenie pobytu, a pan ze służby imigracyjnej bezczelnie schował te pieniądze do kieszeni,
- w drodze powrotnej zobaczyłem ciche i spokojne centrum Stambułu i wszedłem do dziwnego podziemnego zbiornika wodnego.

A potem wróciłem do domu i znów było lato.

czwartek, 07 maja 2015

Prom z Puerto Juarez zawiózł mnie na Isla Mujeres. Czyli Wyspę Kobiet. Fakt, pierwszym widokiem po wyjściu z przystani promowej rzeczywiście była kobieta. Siedząca na wózku golfowym, w niezwykle skąpym bikini, natychmiast przykuła moją uwagę. Głównie faktem, że była wielkości małego samochodu. Zawyłem z rozpaczy i poszedłem szukać miejsca do spania.

Isla Mujeres jest opisywana jako "relaxed, laid back place". Ostatnio nawet czytałem, że jest rajska. Taaaa. Rajska, relaxed i laid back to może by i była, gdyby wygonić z niej wszystkich jankeskich turystów, jeżdzących w kółko tymi cholernymi wózkami golfowymi. Jedynym miejscem, gdzie wózki nie dojeżdżają, jest plaża. Uciekłem tam czym prędzej i wreszcie mogłem się trochę nacieszyć kąpielą w rozkosznych wodach Morza Karaibskiego w promieniach zachodzącego słońca.

Skoczyłem do centrum nurkowego zapisać się na nura, i nawet się udało. W sam raz na rozgrzewkę po roku przerwy, coś bardzo luźnego. Nie sądziłem tylko że będzie aż tak luźne. W zasadzie to mogłem to samo zrobić z maską i rurką. Podwodne muzeum z setkami rzeźb ustawionych pod wodą kilka lat temu byłoby świetne na nocnego nura. W ciągu dnia nie robi jakiegoś oszałamiającego wrażenia.

Kolejnego dnia pożyczyłem sobie rozklekotany rower za jakieś absurdalne pieniądze i pojechałem na południowy koniec wyspy, po drodze wyprzedzając większość wózków golfowych. Tam spotkałem prawdziwą kobietę. Niestety nie była zbyt kontaktowa, może przez tego węża na głowie.

Zwiedziłem cypel będący najbardziej wysuniętym na wschód punktem na terytorium Meksyku, pogapiłem się na fale uderzające w skaliste wybrzeże, i popedałowałem z powrotem. Golfiarze trochę u mnie zapunktowali, bo poczęstowali mnie zimnym bronkiem w czasie jazdy. Poznałem się bliżej z najbardziej atrakcyjną, a na pewno najszczuplejszą kobietą na Wyspie Kobiet. A potem oddałem rowerek, zabrałem graty i wieczornym promem wróciłem do Cancun.

Isla Mujeres - informacje praktyczne:

Dojazd: Promy pływają z Puerto Juarez (kawałek na północ od centrum Cancun, dojazd taksówką lub autobusem, 40-50 peso) i kosztują 300 peso w obie strony. Są też droższe promy pływające z hotelowej części Cancun. Centrum miasteczka i większość hoteli jest położona w niewielkiej odległości od przystani promowej, więc żadne taksówki nie będą raczej potrzebne.

Noclegi: Lista hoteli i pensjonatów jest dostępna pod tym adresem: http://www.isla-mujeres.net/acomcentro.htm. Backpackerom mogę polecić hostel Poc-Na (www.pocna.com), który ma też swoje centrum nurkowe. Ja nocowałem w Hotelu Osorio, który jest bardzo prymitywnym, ale czystym i całkiem tanim miejscem do spania, całkiem blisko większości knajp i przystani promowej. Na plażę 10 minut piechotą.

Jedzenie: Knajp jest od cholery, wszelkiej maści. Z głodu nie umrzecie. Na północ od przystani promowej jest parę seafoodowni, dobre ceviche dają.

Atrakcje: Sensowna plaża jest tylko na północnym krańcu wyspy. W słoneczny, bezwietrzny dzień jest zapchana wielorybami. Na szczęście stadne to zwierzęta, lubią być blisko źródeł hałasu oraz wodopoju, więc gromadzą się przy kilku barach z plażowymi drinkami i łupiącą muzą. 200 metrów dalej, gdzie barów i muzy (na razie) brak, da się żyć. W wodzie tłoku też nie ma, ale nie nastawiajcie się na wielkie pływanie, bo w trosce o życie i zdrowie wielorybów wyznaczono strefę do kąpieli, gdzie woda sięga maksymalnie piersi.

Poza plażą... można pożyczyć rower (polecam) albo wózek golfowy (polecam tylko emerytom z co najmniej 30-kilową nadwagą) i pojechać na drugi koniec wyspy. Tam są fajne klify, rzeźba kobiety z pełnymi piersiami i wężem na głowie, jakiś jaszczur (żywe jaszczury też są) oraz latarnia morska i knajpa. Aha, są też arcydzieła sztuki współczesnej. Ładne nawet. Wstęp 30 pesów.

Nurkowanie: Dałem nura tylko w tzw. Podwodnym Muzeum, więc nie wiem czy są jakieś inne ciekawe miejsca. Muzeum byłoby świetne na nocne nury, ale że nurkowałem w dzień, to wrażenie zrobiło takie sobie. Owszem, setka ludzkich postaci stoi sobie na dnie, są mężczyźni, kobiety w ciąży, dzieci, jakieś domki, nawet VW się chyba dorzucił, bo garbus też stoi. Poza dziełami ludzkich rąk był jeden fajny żółwik i to właściwie wszystko. Nurkowałem z centrum nurkowym Poc-Na przy hostelu o tej samej nazwie. Niby wszystko fajnie, ale ponieważ to backpackerski hostel, to traficie na masę ludzi z trzema nurkowaniami na koncie, którym powietrze skończy się po trzech minutach. Na szczęście Podwodne Muzeum jest na głębokości maksymalnie 8-10 metrów, więc nie będziecie musieli ich ratować, tylko poślecie ich na powierzchnię.

środa, 01 kwietnia 2015

Ta chwila musiała w końcu nadejść... Do zobaczenia w innym wcieleniu, Drodzy Parafianie!

Gdybym jednak zmienił zdanie, wiecie gdzie mnie szukać...

10:12, lachmani
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 405
| < Luty 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29            








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...