Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
sobota, 18 października 2014

W tym roku minęło 20 lat od mojej pierwszej wycieczki do Katalonii. Wtedy była to dla mnie podróż życia. Pojechałem tam stopem, zajęło mi to jakieś 3 dni, większość czasu spędziliśmy na plaży i na nocnym pijaństwie, dobrze że chociaż jeden dzień na Barcelonę poświęciliśmy. W kolejnym roku pojechałem autem, potem pociągiem, i właściwie co rok się tam pojawiałem. Czasem nawet dwa razy. Za każdym razem udawało mi się zobaczyć coś nowego, z dala od plaży zapchanej stonką. Ale mimo tych wszystkich wizyt moja znajomość Katalonii jest wciąż żałosna. I dzięki temu przy każdej kolejnej wizycie "odkrywam" jakieś perełki. Oto jedna z nich.

Właściwie to nie zdradzę Wam, gdzie to cudowne miejsce się znajduje. Jeszcze tam przyjedziecie i narobicie trzody. Jedyna podpowiedź jest taka, że jest z dala od stonkowego zagłębia Lloret, Malgrat czy Santa Susanna. Drogi wąskie, strome i kręte, nie wiem czy Wasze turystyczne autobusy tam dojadą. Chyba będziecie musieli auto wypożyczyć... A ja następnym razem wybiorę się na te wysepki na horyzoncie.

08:51, lachmani , Europa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 października 2014

Lloret de Mar to najlepszy (albo raczej najgorszy) przykład tego, do czego prowadzi niekontrolowany rozwój turystyki masowej. Piękne niegdyś wybrzeże zabudowano betonowymi koszmarkami, które latem wypełniają się liczną stonką z całej Europy. Na szczęście w październiku na plaży jest już całkiem znośnie i nie trzeba się o nikogo ocierać. No to proszę, parę widoczków specjalnie dla Państwa.

21:40, lachmani , Europa
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 października 2014

Jak jest Katalonia, to musi być coś motoryzacyjnego. W tym roku wypożyczalnia dała mi zabawkowy wózek na zakupy zamiast samochodu. Toyota Aygo. Pierwsze kilometry z lotniska były lekko dołujące. Głównie ze względu na skrzynię biegów, która chodziła jakby była z drewna, albo raczej z dykty. Ale na autostradzie było już dużo lepiej. Zabawkowe auto rozpędziło się do 150 km/h, chociaż byłem bliski śmierci z wrażenia.

Najlepiej było oczywiście na drodze GI-682, między Tossa de Mar a San Feliu de Guixols. W sumie zaliczyłem 4 przejazdy odcinka składającego się z 22 km cudownych zakrętów, które pokonywałem z przednią osią obutą w cudowne mongolskie lub kambodżańskie opony marki Kingstar. Dobrze że Continentale skutecznie powstrzymywały tył auta przed ucieczką w kierunku przydrożnej przepaści.

12:47, lachmani , Europa
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 401
| < Październik 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...