Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
środa, 19 listopada 2014

Przez całe lata, a może nawet dziesięciolecia, Słupsk był dla mnie niepotrzebną przeszkodą na drodze ze Szczecina do Gdańska. Kiedy w końcu wybudowano obwodnicę, zupełnie mi go nie brakowało. Jeszcze może ze dwa razy przejechałem tamtędy w drodze na festiwal rockowej nekrofilii, i nadal nie zauważyłem nic ciekawego. Ale jakieś dwa miesiące temu okazało się, jak bardzo się myliłem.

Słupsk bowiem okazał się być całkiem przyjemnym miasteczkiem. Oprócz hotelu w dawnym browarze oraz inkubatora technologii posiada też rzeczkę Słupię, nad którą stanąłem osłupiały z powodu jej uderzającego piękna. Wzdłuż rzeczki ciągnie się niewielki park. Jeden z somelierów okupujących parkowe ławeczki zapytał nas, skąd jesteśmy. Kiedy usłyszał, że ze Szczecina, oświadczył, że zna dobrze Krzekowo, bo siedział tam w poprawczaku. Obok ławeczki z somelierami znajduje się Baszta Czarownic, jest też okrągły kibelek, niestety nieczynny.

A w centrum miasta, na deptaku, stoi tramwaj, chociaż linii tramwajowych w mieście brak. Szkoda trochę. Jest za to sporo ścieżek rowerowych, niestety zbudowanych w typowo polskim stylu - ich krótkie odcinki kończą się na przejściach dla pieszych albo na ścianach budynków. A przecież w mieście tej wielkości można by spokojnie zrobić jakiś sensowny system rowerowy. Zresztą gdzieniegdzie widać hasełka typu "Słupsk miastem rowerów". Co ciekawe, kilka lat temu Słupsk zajął drugie miejsce - za Gdańskiem - w rankingu polskich miast przyjaznych rowerom. Marnie to świadczy o tej polskiej "przyjazności".

No nic, roweru nie miałem, więc nie pojeździłem. Wypiłem z kolegą moim przemiłym kawkę w Kafeinie na deptaku, pstryknąłem parę fotek i pojechałem do kolejnego miasta, w którym 25 lat temu zawalił się mur.

18:09, lachmani , Europa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 listopada 2014

Jest takie miasto w Polsce, które ma w sercu mym miejsce szczególne. Nie tylko dlatego, że się tam urodziłem. Przede wszystkim dlatego, że panuje tam naprawdę pozytywny klimat, którego brakuje wielu innym miastom naszego pięknego kraju. Klimat, który przypomina mi - może nieco absurdalnie - połączenie Sopotu z Zakopanem, ale bez tłumów turystów.

Niestety moje wizyty w Zielonej Górze nie zdarzają się tak często, jak bym tego chciał. Poprzednio byłem tam chyba ze 3 lata temu. Teraz miałem bardzo niewiele czasu, do tego było trochę szarawo, ale nie przeszkodziło mi to w przejściu się po Deptaku, wypiciu paru piwek w Hauście i spróbowaniu indyjskiej kuchni w Namaste. Były też obowiązkowe odwiedziny na wzgórzu przy Palmiarni. No i spostrzeżenie, że moda na kłódeczki miłości też tu dotarła.

Szkoda, że tak krótko, ale trzeba było jechać dalej. Było warto. Stay tuned. A do Zielonej Górki na pewno jeszcze kiedyś wrócę.

20:36, lachmani , Europa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 listopada 2014

25 lat temu dostałem zupełnie niespodziewany prezent na siedemnaste urodziny. Berliński mur, symbol podziału świata stojący zaledwie 150 km od mojego domu, po prostu nagle się zawalił. Dziś już nie pamiętam, czy byliśmy tym bardzo zaskoczeni, czy może w jakiś sposób się tego spodziewaliśmy. W końcu u nas też stary system już dogorywał. Ale pamiętam, że upadek muru był znakiem, że te zmiany nie są chwilowe. Że czasy murów, drutów kolczastych i podziałów świata się kończą. Oby nigdy nie wróciły.

Wtedy nie wiedziałem jeszcze, z czym te zmiany będą się wiązać. Że rok później dostanę własny paszport, i że będę mógł pojechać na drugą stronę muru zobaczyć ten wcześniej niedostępny i nieznany świat. Korzystaliśmy z tej możliwości namiętnie aż do zjednoczenia Niemiec, kiedy znów na jakiś czas wprowadzono wizy. Ale krótko potem wizy zniesiono, i mogłem pojechać stopem do Hiszpanii. Ten wyjazd był wtedy dla mnie jak podróż na koniec świata. Potem jeszcze przez kilkanaście lat trzeba było stać w kolejkach na niemieckiej granicy. Dziś już mało kto pamięta, ile czasu to potrafiło trwać. Mój paszport wypełniał się pieczątkami w takim tempie, że musiałem go zmieniać co dwa albo trzy lata. Kontroli granicznej nie ma dopiero od 2007 roku. Ale dzisiejsze dzieciaki już nie bardzo chcą wierzyć, kiedy im się opowiada, że do Niemiec nie można było pojechać tak po prostu. Ja też coraz słabiej pamiętam, jak wyglądała ta granica, z drutem kolczastym i pasem zaoranej ziemi. No bo jak mogę pamiętać, kiedy tę granicę mogę codziennie przekraczać rowerem, a o tym, że jestem w Niemczech, informuje mnie tylko zmiana asfaltu na równiejszy...

Kiedy to piszę, oglądam filmy z tamtych czasów ze łzami w oczach. Ale czuję ogromną radość, że Berlin - i cała Europa - dziś wygląda tak jak na powyższych zdjęciach, a nie tak, jak 25 lat temu.

15:53, lachmani , Europa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 402
| < Listopad 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...