Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
niedziela, 09 listopada 2014

25 lat temu dostałem zupełnie niespodziewany prezent na siedemnaste urodziny. Berliński mur, symbol podziału świata stojący zaledwie 150 km od mojego domu, po prostu nagle się zawalił. Dziś już nie pamiętam, czy byliśmy tym bardzo zaskoczeni, czy może w jakiś sposób się tego spodziewaliśmy. W końcu u nas też stary system już dogorywał. Ale pamiętam, że upadek muru był znakiem, że te zmiany nie są chwilowe. Że czasy murów, drutów kolczastych i podziałów świata się kończą. Oby nigdy nie wróciły.

Wtedy nie wiedziałem jeszcze, z czym te zmiany będą się wiązać. Że rok później dostanę własny paszport, i że będę mógł pojechać na drugą stronę muru zobaczyć ten wcześniej niedostępny i nieznany świat. Korzystaliśmy z tej możliwości namiętnie aż do zjednoczenia Niemiec, kiedy znów na jakiś czas wprowadzono wizy. Ale krótko potem wizy zniesiono, i mogłem pojechać stopem do Hiszpanii. Ten wyjazd był wtedy dla mnie jak podróż na koniec świata. Potem jeszcze przez kilkanaście lat trzeba było stać w kolejkach na niemieckiej granicy. Dziś już mało kto pamięta, ile czasu to potrafiło trwać. Mój paszport wypełniał się pieczątkami w takim tempie, że musiałem go zmieniać co dwa albo trzy lata. Kontroli granicznej nie ma dopiero od 2007 roku. Ale dzisiejsze dzieciaki już nie bardzo chcą wierzyć, kiedy im się opowiada, że do Niemiec nie można było pojechać tak po prostu. Ja też coraz słabiej pamiętam, jak wyglądała ta granica, z drutem kolczastym i pasem zaoranej ziemi. No bo jak mogę pamiętać, kiedy tę granicę mogę codziennie przekraczać rowerem, a o tym, że jestem w Niemczech, informuje mnie tylko zmiana asfaltu na równiejszy...

Kiedy to piszę, oglądam filmy z tamtych czasów ze łzami w oczach. Ale czuję ogromną radość, że Berlin - i cała Europa - dziś wygląda tak jak na powyższych zdjęciach, a nie tak, jak 25 lat temu.

15:53, lachmani , Europa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 października 2014

Dość tych urodzinowych czułości. Ciężkie czasy bowiem nadeszły. Żeby zarobić na kilka nędznych piwek i bilet lotniczy, tułak musi się tułać po całej niemal Polsce, a nawet poza jej granicami. Nie jestem w stanie zliczyć tych wszystkich miast, które odwiedziłem w ciągu ostatnich kilku tygodni. Na szczęście prawie zawsze miałem ze sobą jakiś aparacik, którym uwieczniłem te cudne miejsca na zdjęciach.

Na pierwszy ogień poszedł Gdańsk. Nie miałem tam zbyt wiele czasu, właściwie to godzinkę wieczorem i pół godziny o poranku. Do tego miałem wyłącznie kiepski aparacik z rozładowaną baterią. Ale jak mówi stare powiedzenie: - Jaki jest najlepszy aparat na świecie? - Ten który akurat masz przy sobie. Więc tym najlepszym na świecie aparatem uwieczniłem parę gdańskich widoczków.

Ostatni raz byłem tam chyba w 2009, i też tylko przez kilka godzin. Trójmiasto zawsze mi się podobało, teraz sporo się zmieniło na lepsze, i mam nadzieję że uda mi się tam zajrzeć na trochę dłużej w najbliższym czasie. Tyle że podróż Szczecin-Gdańsk trwa coraz dłużej. W latach 90tych fiatem Cinquecento S o pojemności 900 cm sześciennych robiłem tę trasę na luzie w 4 godziny. Dziś mój kolega Mietkiem S-pińcet jedzie 5 godzin. To tyle co pociągiem.

Ja też jechałem 5 godzin, chociaż moim środkiem transportu było BMW X5, a kierowca w drodze powrotnej bardzo chciał dojechać do domu jak najszybciej. Niestety na drodze stanął nam ponadgabarytowy transport wież do wiatraków. Usiłowaliśmy go ominąć przez pola, ale okazało się, że SUV marki BMW nawet na polne drogi się niespecjalnie nadaje. Zaprawdę powiadam Wam, Polskie Kolejki Państwowe wcale nie są takie złe.

13:45, lachmani , Europa
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 października 2014

Drogi Blogasku! W pierwszych słowach mego listu przeprosić Cię chciałem najmocniej. Że znów o Tobie zapomniałem. Jak co roku. Naprawdę, byłem bardzo zajęty, chory, straciłem głos, więc nawet zadzwonić nie mogłem na Twoje urodziny. A Ty już całkiem spory urosłeś. Normalnie bym Cię na ulicy nie poznał, taki duży z Ciebie chłop. Nic dziwnego, w końcu masz już 9 lat.

Przyjrzałem Ci się trochę bliżej i widzę że w ciągu tych 9 lat dorobiłeś się 1200 wpisów w dzienniczku. Widać niezły z Ciebie gagatek i trochę rozrabiasz. Zdjęć to już się nie da policzyć. Z liczbą odwiedzonych krajów też mi jakoś słabo idzie. Udało mi się za to podsumować, że spędziłeś równe dwa latka na wycieczkach. Dobrze że jeszcze czasem do domu zaglądasz.

Więc życzę Ci, Blogasku drogi, co najmniej kolejnego roku w podróży, fajnych widoczków, wypasionych nurów, kolorowych fotek, pięknych plaż, jak najmniej rowerowych szlifów, i jak najwięcej fajnych ziomali i ziomalek. Nie jakichś tam szajsbukowych klików, tylko przyjaznych mord zajefajnych ludzi spotkanych na szlaku. Happy Birthday!

16:27, lachmani
Link Komentarze (1) »
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...