Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.

Dubaj 2011

poniedziałek, 26 listopada 2012

Dla ostatecznego ukoronowania pobytu w Dubaju wsiedliśmy do ponoć najszybszej windy i wyjechaliśmy na sto dwudzieste czwarte piętro Burj Khalifa, sterczącego w niebo najwyższego budynku świata. Co prawda nie można wyjechać na samiuteńki szczyt, ale te 124 piętra były i tak całkiem zadowalające. Widok nie jest może jakiś powalający, bo Burj Khalifa jest tak wysoki, że wszystko w dole jest po prostu malutkie. Ale warto wydać tych 150 dirhamów. Zwłaszcza wieczorem, kiedy doskonale widać tańczącą fontannę pod wieżowcem.

Drobna ciekawostka dotycząca Burj Khalifa jest taka, że początkowo budynek miał się nazywać Burj Dubai. Niestety, w związku z kryzysem finansowym i brakiem sianka na dokończenie budowy, zwrócono się o pomoc do emira sąsiedniego Abu Dhabi. A hojny ten emir zwie się Khalifa bin Zayed Al Nahyan, i przy okazji jest prezydentem Emiratów Zjednoczonych. No i w dniu otwarcia budynku przemianowano go na Burj Khalifa w podzięce za wsparcie paroma drobniakami.

Po zjechaniu na ziemię można sobie fontannę obejrzeć z bliska, a potem oddać się maniakalnemu szopingowi w największym molu na świecie. Jest tam prawie 10 razy więcej sklepów niż w naszym szczecińskim straganie zwanym Kaskadą na cześć komunistycznej tancbudy strawionej ogniem w siedemdziesiątym dziewiątym. Tamtejsze nastolatki sprzedające się za kawałek nowej szmaty nazywane są kaskaderkami.

Ale w Dubai Mall ich raczej nie uświadczysz. Można za to uświadczyć liczne wschodniosłowiańskie turystki. Ponoć czasem ich paradowanie w skąpych strojach kończy się pobytem za kratkami, kiedy jakaś zazdrosna lokalna panna, zawinięta od stóp do głów, doniesie na policję o nieobyczajnym zachowaniu. A zatem, Drogie Panie, jeśli zdecydujecie się na szoping w Dubai Mallu, nie paradujcie w samych stringach i z cyckami na wierzchu.

Dubaj - informacje praktyczne:

Do Dubaju na razie nie ma żadnych bezpośrednich połączeń z Polski, ale Emirates latają tam z Pragi, Hamburga, Monachium i Frankfurtu. Z Wawki zaczną latać na początku lutego 2013. Z Berlina można polecieć Air Berlinem. Można też rozważyć opcję lotu do Abu Dhabi, stamtąd do Dubaju można dostać się autobusem.

Noclegi: nie mam na ten temat zbyt wiele do powiedzenia, bo dzięki moim nieocenionym gospodarzom nie musiałem sobie szukać noclegu. Ale wiem, że w pobliżu Mall of Emirates można sobie znaleźć w miarę sensowny hotel. Tyle że jakoś specjalnie tanio nie będzie.

Jedzenie: W Dubaju jest taki miks narodowościowy, że znajdziecie chyba wszystkie kuchnie świata. No może poza polską.

Picie: Wbrew pozorom, alkohol jest dostępny, tyle że dosyć drogi. Piwo w knajpach kosztuje od 20-30 złotych w górę.

Atrakcje: Beton, szkło, stal... i piach dookoła. Najwyższy wieżowiec świata, Burj Khalifa (830 metrów), 150 dirhamów, trzeba rezerwować przez internet. Żaglopodobny hotel Burj al-Arab ładnie wygląda po zmroku, zwłaszcza z sąsiedniego hotelu, na którego ostatnim piętrze jest bar z całkiem niezłym widokiem i odpowiednio wysokimi cenami. W centrach handlowych można pojeździć na nartach czy desce (Mall of Emirates) albo na łyżwach (Dubai Mall). W okolicach Dubai Creek można zobaczyć kawałek "starego" Dubaju, ze Złotym Sukiem (pełnym złota oczywiście) i nabrzeżami portowymi, przy których przeładowuje się wszelkiej maści towary na drewniane łupiny, którymi płyną Allah wie gdzie, chyba do Wschodniej Afryki. Palm Jumeirah - poza fajnym widokiem na wieżowce Mariny z jednej strony i na Burj al-Arab z drugiej nie posiada właściwie żadnych atrakcji. Chyba że sobie tam chcecie chatę kupić. No i plaż jest parę, na przykład przy Marinie czy koło Burj al-Araba. Więc możecie popływać, jeśli akurat nie pojawią się jakieś rekiny...

Info w sieci: Trochę Rodaków mieszka w Dubaju, a niektórzy z nich pisują nawet blogaski. Mogę Wam polecić jeden z nich, o jakże swojskim tytule Dubajewo (dubajewo.blogspot.com). Ma też swoją stronkę na Szajsbuku (Dubaj, fretki i my).

piątek, 23 listopada 2012

Wisienką na dubajskim torcie był dzień ostatni, kiedy po relaksie na basenie (odkrytym) udaliśmy się na stok. Narciarski. U nas można na odkryty basen pójść tylko latem, a stoki pokrywają się śniegiem jedynie w zimie. A tu można przez cały rok jeździć na nartach, desce albo sankach. I to za jedyne 150 zeta za 2 godziny albo jakieś 250 za cały dzień.


Zwróćcie uwagę na moje gustowne rękawiczki... Wypożyczalnia oferuje deskę i narty wraz z kompletnym strojem, ale bez rękawic. Więc musiałem skorzystać z damskich. Co prawda stok ma tylko jakieś 400 metrów, więc zjazd trwa niecałą minutę, a wjazd krzesełkiem jakieś siedem, ale i tak fajnie się jeździło. Zwłaszcza że nie było tłumów, i można się było nawet rozpędzić. Więc te dwie godziny wystarczyły nam w zupełności.

sobota, 17 listopada 2012

Po wizycie w meczecie wróciliśmy jednak na ziemię i oddaliśmy się prostym (albo wręcz prostackim) przyjemnościom. Czyli piciu piwa, podskakiwaniu i darciu ryjów wniebogłosy. Pomógł nam w tych zabawach pewien mało znany amerykański zespół popowy, który wydaje płyty raz na siedemnaście lat, a jego członkowie zbliżają się już do emerytury. Ale dają jeszcze całkiem nieźle ognia. I my też daliśmy ognia, a razem z nami jakieś 20 tysięcy luda. Jak widać, muzułmanie (przynajmniej niektórzy) też słuchają pop-metalowego wycia. A ja durny myślałem, że w tej części świata słucha się tylko wycia muezinów...

Trzeba przyznać, że takiego miksu publiczności jeszcze na koncercie nie widziałem. Reprezentowane były chyba wszystkie kontynenty, były Hindusy, były Arabusy, były Białasy, Czarnuchów też paru było, ale przede wszystkim było mnóstwo kurduplowatych Filipińczyków, dzięki czemu było wszystko doskonale widać. Co prawda ta kolorowa mieszanina nie była najbardziej żywiołową publiką, jaką zdarzyło mi się widzieć, ale może to i lepiej, bo w tym upale większa żywiołowość mogłaby się skończyć licznymi śmiertelnymi zejściami. Wystarczy, że postanowiłem znaleźć się w pogo i zostałem niemal wprowadzony na orbitę po trafieniu przez jakiegoś rosłego byczka. Na szczęście wszystkie kości mam całe.

Przed koncertem udało nam się zakupić w supermarkecie dwie sporych rozmiarów szmaty, jedną białą, drugą czerwoną, i dzięki intensywnej pracy wprawnych damskich rąk szmaty przekształciły się w narodową flagę. Naszą, Przenajświętszą, polską. Więc wśród licznych bliskowschodnich flag pod koncertową sceną pojawiła się też biało-czerwona.

Co do samego koncertu, to właściwie nie było się do czego przyczepić. Brakowało trochę pirotechniki, ale potem się dowiedzieliśmy, że to z powodu niedawnej śmierci jednego z członków saudyjskiej rodziny królewskiej. W sumie więc powinniśmy się cieszyć, że koncert się w ogóle odbył, bo we wszystkich chyba krajach Zatoki Perskiej ogłoszono oficjalną żałobę. Nie było za to niespodzianek jeśli chodzi o repertuar, zespół był w świetnej formie, nagłośnienie rewelacyjne, wszyscy ładnie śpiewali przy balladce dla grzecznych dziewczynek, a na koniec wydzierali się do utraty głosu. To i ja się wydarłem po raz dwudziesty trzeci. Albo dwudziesty czwarty, kto by to spamiętał. Seek... And... Destrrrroooooyyyyy!

 
1 , 2 , 3
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...