Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.

Afrykańska Majówka 2013

poniedziałek, 29 lipca 2013

Rodacy w samolocie z Dubaju do Wawki byli tym razem wyjątkowo grzeczni, może dlatego że szwagra nie było. Byli za to przedstawiciele aktorskiej elity narodu, a ci w odróżnieniu od szwagra zachowywali się niezwykle kulturalnie. Z lotniska przemieściliśmy się do seniora rodu Lachmanów, który udzielił nam arcyciekawej lekcji historii, w której główną rolę odgrywał czysty nawóz pochodzenia ludzkiego, na którym ponoć świetnie rósł szpinak.

Potem przejechaliśmy się metrem i usiedliśmy na ławeczce pod Pałacykiem Kulturki, ale towarzystwo na sąsiedniej ławeczce nie było zbyt kulturalne. Musiałem nawet interweniować, kiedy jeden kloszard zaczął drugiego napierdalać po łbie pełną puszką piwa. Za to patrol straży miejskiej niespecjalnie był skory do interwencji. Zdegustowani poszliśmy więc do pociągu, a tam pełnia luksusu i nowe standardy, nawet gumy do żucia dostaliśmy. W Szczecinie było cieplej niż w Durbanie, do tego ulicami przechadzało się zdecydowanie więcej ludzi. I w ten sposób nadszedł czas na zakończenie Afrykańskiej Majówki 2013. Zobaczymy czy następna będzie równie egzotyczna...

piątek, 26 lipca 2013

Wstaliśmy z lekkim żalem, że to już prawie koniec wyjazdu, zjedliśmy śniadanie w towarzystwie dwojga innych gości, po czym zapytaliśmy panią w recepcji, czy są jakieś rejony miasta, w których nie powinniśmy się szwendać piechotą. Pani odrzekła: - Nie ma problemu, Durban is a safe city, wszędzie jest pełno policji, ale może lepiej be careful with your mobile phones. No to byliśmy very careful, i poszliśmy piechotką na promenadę i do oceanarium, mijając po drodze liczne salony piękności i szczęścia.

Byłem tam już podczas mojej poprzedniej wizyty w Durbanie, i poszedłbym jeszcze raz, bo można by tam spokojnie spędzić cały dzień. Niestety mieliśmy tylko pół. Jednak w tym krótkim czasie wyczerpaliśmy baterie w trzech aparatach, bo nie mogliśmy się powstrzymać przed cykaniem setek zdjęć tym wszystkim stworom widocznym przez szybkę. I chociaż zębiska wyglądały naprawdę straszliwie, to jednak trochę żałowaliśmy, że nie udało nam się ich pooglądać w ich naturalnym środowisku. Raczej nie dołączylibyśmy do tej czwórki nieszczęśników, którzy pośmiertnie trafili na poniższą planszę informacyjną.

Po wizycie w oceanarium przeszliśmy się jeszcze po plaży, pstryknęliśmy parę zdjęć na molo, wróciliśmy do hotelu i w sporym korku pojechaliśmy na lotnisko. Oddaliśmy ważącą jedyne 27 kilo Torebusię XXL liniom Emirates i zdążyliśmy jeszcze wydać ostatnie randy na pizzę przed odlotem. W końcu jednak nadszedł czas pożegnania z Afryką. Ale po raz kolejny twierdzę, że jeszcze tam wrócę.

środa, 24 lipca 2013

Dnia ostatniego pobiliśmy rekord wczesnych pobudek, zrywając się o 5:30. Ten trud został jednak wynagrodzony, bo ostatnie nurkowanie okazało się być całkiem niezłe. A w drodze powrotnej czekała nas wisienka na torcie, czyli bliskie spotkanie z delfinami. Tym razem wreszcie wyskoczyłem z łodzi we właściwym momencie, aparat też był w gotowości, i udało mi się parę fotek strzelić.

Chociaż dzień wcześniej zarezerwowaliśmy całkiem zacny hotelik w samym centrum za jedyne 100 złotych, to do Durbanu nie śpieszyło nam się za bardzo. Spędziliśmy więc leniwe popołudnie przy basenie w Coral Divers, leniuchując na słońcu, konsumując sałatki owocowe i obserwując małpy robiące niezły cyrk na pustych leżakach. Ale w końcu trzeba było ruszyć w drogę. Całkiem niezłą drogę z niezłymi widokami.

Do Durbanu dotarliśmy po ciemku i po krótkim błądzeniu po całkowicie pustych ulicach znaleźliśmy nasz hotel, położony w samym centrum. Wcześniej jednak zauważyliśmy pięknie oświetlony budynek ratusza. Postanowiłem zaryzykować życiem (bo Durban jest w pierwszej pięćdziesiątce najbardziej niebezpiecznych miast świata) i cyknąć mu fotkę. Podjechaliśmy więc pod ratusz, samochód stał z włączonym silnikiem, w środku zabarykadowała się lekko wystraszona Miss O, a ja stałem z aparatem na pustym placu przed ratuszem i robiłem zdjęcia. Oczywiście nikt mi krzywdy nie zrobił, bo na ulicy nie było nikogo. Kiedy wracaliśmy samochodem do hotelu, gdzieniegdzie przemykały jakieś czarne duszki. Przyznam, że smutny to był obraz.

Hotel okazał się naprawdę istnieć, chociaż też sprawiał wrażenie lekko opustoszałego. Pojawiły się nawet skojarzenia z Lśnieniem. Z naszą niebywale tanią rezerwacją nie było żadnych problemów, i ostatnia afrykańska noc upłynęła nam pod znakiem niespodziewanego luksusu. A to wszystko za równą stówkę.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...