Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.

Szczecin

niedziela, 11 maja 2014

Czasem nie trzeba daleko jechać, by znaleźć się w innym świecie. A w Szczecinie ten inny świat jest tuż obok, zaraz za rzeczką. Wystarczy przejechać przez dwa mosty.

Kambodżańska część Szczecina oficjalnie nazywa się Wyspą Pucką, chociaż do Pucka stąd raczej daleko. Jednak najciekawszą nazwę nosi ulica Dobrej Nadziei. Nazwa ta wydaje się być bardzo na miejscu, bo ulica biegnie wzdłuż wału przeciwpowodziowego, a tereny na wyspie leżą właściwie na poziomie wody w Odrze. Jak wody w rzece jest dużo, to wyspa leży niżej. Trzeba więc być pełnym nadziei, że wał wytrzyma.

Przy okazji wielkiej powodzi w dziewięćdziesiątym siódmym w Teleekspresie podali, że na Wyspie Puckiej mieszka 300 tysięcy ludzi. Na szczęście to absolutna bzdura, jak wiele rzeczy, którymi karmi Was telewizja. Prawda jest taka, że na całym Międzyodrzu zameldowanych jest nieco ponad 1000 osób. Na samej wyspie Puckiej - ciężko powiedzieć, bo mieszkańcy ogródków działkowych nie ujawniają się chyba w spisie powszechnym. Ale pamiętam, że kiedyś mówiło się o 300 rodzinach. Czyli tysiąc by się mniej więcej zgadzał.

Parę domków na wyspie wygląda całkiem przyzwoicie, ale reszta przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. Kanał oddzielający Wyspę Pucką od Wyspy Zielonej jest pełny brunatnej cieczy z jeszcze bardziej brunatnymi gównami. Część lokalnej ludności zajmuje się hodowlą zwierząt, część połowem ryb, niektórzy pielęgnują swoje ogródki działkowe, a inni prawdopodobnie spędzają miło czas przy krzywym sklepiku spożywczym lub w pubie noszącym złowrogą nazwę KGB. Chociaż nie wygląda na otwarty. Są tacy, którzy kolekcjonują elementy konstrukcyjne starych jednostek pływających. Nie zauważono żadnych negatywnych zachowań względem turystów, nawet w godzinach wieczornych.

Jak dojechać do Kambodży? Od centrum Szczecina przez Most Długi, pod Trasą Zamkową i na światłach za Mostem Parnickim w prawo. Nawet drogowskaz jakiś jest. Można tam też dotrzeć od strony Dziewoklicza, od parkingu pod mostem i dalej drogą z betonowych płyt. Miłego zwiedzania!

poniedziałek, 05 maja 2014

Nie pamiętam już, od czego to się zaczęło. Może od jakiejś wycieczki rowerowej, a może od spaceru? Dotarło do mnie, że w moim własnym mieście jest cała masa ciekawych miejsc, w których nigdy nie byłem, albo takich, w których bywam często, ale nigdy nie zauważałem, że jest w nich coś ciekawego. Więc skoro już tu siedzę na tyłku i nigdzie dalej nie wyjeżdżam, staram się trochę tych miejsc uwiecznić. No i postanowiłem się nimi podzielić z Czytelnikami mymi najdroższymi. Przynajmniej do czasu, kiedy uda mi się coś w końcu napisać o bardziej odległych podróżach.

sobota, 31 sierpnia 2013

Kilka dni temu wydarzyła się rzecz straszna. Chciałem odnaleźć archiwalną notkę na moim własnym blogasku, ale zamiast żałosnego, niebieskiego designu na ekranie pojawił się komunikat: "Blog zablokowany przez administratora". Myślałem, że to pomyłka jakaś, chwilowa awaria systemu, ale komunikat pojawiał się przy każdej próbie wyświetlenia blogaska. Na anglojęzycznym, dawno nie aktualizowanym blogu - to samo. Przy próbie edycji wpisów - to samo. Zero informacji o powodach, żadnego maila w skrzynce. Nic, null, nada.

Zacząłem się zastanawiać, jak to możliwe, że mój Zajefajny Blogasek, niegdyś wielokrotnie linkowany na stronie głównej gazeta.pl, tak nisko upadł. Spędziłem bezsenną noc próbując sobie przypomnieć kogo ostatnio obraziłem, czy może nieładnie o Prezydencie Bronku napisałem, albo nie daj Boże o naszych amerykańskich przyjaciołach, którzy podsłuchują nasze rozmowy telefoniczne i czytają wszystkie maile, smsy i wpisy na szajsbuku. Oczywiście dla naszego bezpieczeństwa. Zacząłem podejrzewać, że może ja, mały żuczek, i publikowane przeze mnie dyrdymały stały się zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Państwa, a może nawet świata.

Już myślałem, że jak Edzio Snowden będę musiał uciekać do Rosji, tej oazy praw człowieka i swobód obywatelskich, że będę musiał prosić o azyl w Ekwadorze jak Julek Assange, albo że moje byłe partnerki będą teraz godzinami przetrzymywane na lotniskach, jak chłopak pewnego dziennikarza, który napisał trochę za dużo. Dobrze, że nie mam chłopaka, bo strach pomyśleć, co mogłoby mu się przytrafić. Przypadkowo oczywiście.

Próby wyjaśnienia tej dramatycznej sytuacji okazały się być nieskuteczne, bo po prostu był weekend i nikt w administracji nie raczył odpowiedzieć na mojego bardzo grzecznego maila. Ciekawe, że blokowanie blogów w weekend i wrzucanie wpisów na szajsbuka jest OK, ale odpowiedź na maila już przekracza weekendowe możliwości szanownej administracji.

Ukryłem się więc w pomorskich lasach, na wypadek gdyby amerykańscy agenci nie przejęli się weekendem i postanowili unieszkodliwić mnie właśnie w niedzielę. Pod wodą spotkałem paru ciekawych typów, ale oni też nie bardzo mogli mi pomóc. Pozostawało cierpliwie czekać z paszportem w kieszeni i z rękami w górze.

Wyjaśnienie sytuacji zaczęło się rysować w poniedziałek koło południa, kiedy w bloxowej administracji ktoś się wreszcie obudził, wypił poranną kawkę, przeczytał arcyważne newsy na szajsbuku, a na koniec raczył odpowiedzieć na mojego maila. Odpowiedź pierwsza była tak lakoniczna, że aż się roześmiałem.

Dostęp do Twojego blogu został odblokowany przez Administratora.

Drążyłem jednak temat, próbując się dowiedzieć, co spowodowało blokadę mojego jakże popularnego blogaska, który - o ironio - zaledwie kilka dni wcześniej był polecany na głównej stronie blox.pl i na szajsbukowej stronie Bloxa. Kolejna odpowiedź administracji była nieco mniej zdawkowa:

"Walczymy ze spamerami na Bloxie, w ubiegłym tygodniu zablokowaliśmy dużą część blogów spamerskich i niestety w tym także Twoje blogi. Przepraszamy za utrudnienia, blogi zostały odblokowane."

Co za ulga! Nie będę musiał uciekać do Rosji ani spędzać reszty życia w ekwadorskiej ambasadzie. Zacząłem się jednak martwić, że jak im tam znowu podobny pomysł na walkę ze spamem przyjdzie do głowy, to mogę tych setek czy już może tysięcy wpisów nigdy więcej nie zobaczyć, a co gorsza, ich zniknięcie może niebywale zubożyć dorobek całej ludzkości. Wysłałem więc jeszcze jednego maila z pytaniem, czy takie działania są zgodne z regulaminem i czy planują ich powtarzanie w przyszłości. Najpierw przyszła nieco spóźniona odpowiedź na wcześniejsze pytanie:

"Blogi zostały zablokowane przez automat antyspamowy. W chwili obecnej zostały odblokowane. Za utrudnienia przepraszamy."

Potem jednak otrzymałem nieco bardziej wyczerpującą informację z regulaminowym wyjaśnieniem oraz przeprosinami. Oto ona:

"Szanowny Użytkowniku, Wyjaśniamy, iż zgodnie z Regulaminem użytkownika Serwisów Internetowych Agory, przysługuje nam prawo zablokowania dostępu do blogów w przypadku naruszania Regulaminu przez blogera lub w przypadku braku jego aktywności (Część B. § 2 pkt 10. "Agora zastrzega sobie prawo [...]").

Zablokowanie Pańskiego bloga nastąpiło jednak omyłkowo w wyniku błędu niedoświadczonego pracownika. Za blokadę i wszelkie niedogodności z niej wynikające przepraszamy."

Jeden niedoświadczony pracownik i tyle zamieszania... W każdym razie blogasek działa dalej, chociaż moje zaufanie do platformy Blox.pl nieco spadło. Zresztą mam wrażenie, że Agora nie bardzo wie, co z tym całym Bloxem począć, najlepiej chyba byłoby zlikwidować ten badziew w cholerę. Na szczęście teraz już mam wszystkie notki skopiowane i bezpieczne. Jak mnie znów zablokują, to chyba pożegnania nadejdzie czas...

A powyższe fotki są z jeziora Płotki. Koło Piły. Bardzo przyjemne miejsce. I ludzi prawie tam nie ma. Za to pod wodą można się popieścić z jesiotrem. Sama rozkosz. I jeszcze jedno: jakbyście czarną latarkę gdzieś w mule znaleźli, to dajcie znać.  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...