Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.

Bałkany 2006

środa, 04 października 2006

Dwa filmy z zawodów lotniczych w Budapeszcie, 20 sierpnia bieżącego roku. Impreza bardzo udana, jeśli nie liczyć potężnej burzy podczas pokazów sztucznych ogni po zawodach (kilka ofiar śmiertelnych, kilkuset rannych, zalane i sparaliżowane miasto).

Pierwszy film to pokazy lotnicze przed samymi zawodami, drugi to właściwe zawody - pierwsza runda przelotów na czas. Niestety druga runda była rozgrywana bliżej zmierzchu i było po prostu zbyt ciemno na dobre zdjęcia. Ostrzeżenie dla posiadaczy wolnych łącz - oba filmy są dość długie i mają spory rozmiar, więc mogą się długo ładować.



wtorek, 19 września 2006

Dojazd: Z Belgradu drogą nr 22 na Čacak, potem na Užice i Bijelo Polje. Można w okolicy Prijepolje skręcić na zachód i przejechać przez most na rzece Tarze w Djurdjevicy (żałuję, że tego nie zrobiliśmy). Droga kręta, duży ruch, wyprzedzanie na czołówkę to norma, więc trzeba uważać. 400 km, nam zajęło to ok. 10 godzin z przerwą na obiad. Korek na granicy serbsko-czarnogórskiej, ale kontrola tylko wyrywkowa.

Dojazd z Chorwacji: przejście graniczne jest jakieś 20 km na południe od Dubrownika, wielkiej kolejki nie było. Dalej wzdłuż wybrzeża prowadzi dobra droga aż na samo południe do Ulcinj i granicy albańskiej. Po drodze w okolicy Petrovac odchodzi na wschód droga do Podgoricy.

Drogi: bardzo przyzwoite, może asfalt nie jest zawsze idealnie gładki, ale na pewno nie są gorsze od polskich. Tyle że jest wąsko i kręto, średnie prędkości to około 50 km/h (właściwie przez cały czas jedzie się przez miejscowości). Czasem widać policję, ale nie przejmują się swoją robotą.

Podgorica: nic szczególnego, chyba, że ktoś chce zanocować w Ambasadorze - pięknie położonym hotelu nad rzeką. Za to kwitnie tam życie nocne.

Ulcinj - turystyczny spęd, dużo plaż dookoła, miasto nas jakoś nie zainteresowało.

Stari Bar - opuszczone miasto z czasów rzymskich, położone na wzgórzu, warto zajrzeć.

Sveti Stefan - ponoć topowy kurort dla wypasionych Rosjan, bardzo atrakcyjnie wygląda stare miasto położone na wyspie, niestety wstęp kosztuje 7 euro.

Budva - bardzo ładne stare miasto, dużo hoteli i kwitnące bulwarowo-plażowe życie rozrywkowe. Wydaje się fajna do wakacyjnej lanserki :)

Kotor - fantastycznie położone miasto na końcu prawdziwego fiordu, rewelacyjne widoki, ładne stare miasto, warto się trochę zmęczyć wejściem do fortecy położonej nad miastem.

Herceg Novi - nie przypadł mi do gustu, też jest stare miasto z wąskimi uliczkami, ale atmosfera jakoś wyjątkowo emerycka.

Noclegi: Podgorica - hotel Ambasador, ****, 65 euro za dwójkę ze śniadaniem, które można zjeść na tarasie wychodzącym prosto na czyściutką rzekę. Jak na europejską stolicę - rewelacja. Jedyny minus to położenie - jakieś 10 minut piechotą od centrum. Jest też kilka innych hoteli w centrum, ale ceny raczej wysokie.

Bar - jest obskurny hotel Topolica albo jakoś podobnie, pamiętające komunę pokoje bez TV kosztują 64 euro. Nie polecam. Za to niedaleko od niego, przy stacji benzynowej, jest prywatny hotelik, dwójka z łazienką kosztuje 25 euro.

Kotor - hotel Fjord, dwójka ze śniadaniem - 45 euro, standard nie zachwyca, ale widoki z okna owszem, pod warunkiem, że się weźmie pokój od strony zatoki.

Gastronomia: ceny zbliżone do polskich, jakość zdecydowanie wyższa. Piwo 1-1,5 euro, obiad od 3 euro w górę.

Pieniądze: euro! Bankomatów jest pełno.

Bezpieczeństwo: pełen spokój.

Dojazd od strony Czarnogóry:

1. Przejście graniczne Hani i Hotit (północna strona jeziora Szkoderskieg) - dojazd od Podgoricy, droga wąska, ale asfaltowa i stuprocentowo przejezdna. Na przejściu granicznym zero kolejki. Formalności ograniczają się do sprawdzenia paszportów i wypisania kwitu odprawy celnej na samochód, na podstawie którego przy wyjeździe naliczany jest podatek drogowy (1 euro za dzień) i opłata administracyjna (1 euro). Trwa to może z 10 minut i można jechać. Droga do Shkoder przyzwoita, asfaltowa, prędkość ok. 80 km/h, chociaż na przedmieściach jest kawałek wymagający jazdy z prędkością bliską zeru.

2. Przejście graniczne Muriqan (na wybrzeżu) - dojazd od strony Ulcinja, droga też asfaltowa i też wąska. Wygląda na to, że to właśnie tędy przechodzi większość ruchu turystycznego, my czekaliśmy około 2 godzin na przejazd, i od strony Czarnogóry też stała spora kolejka. Trzeba być przygotowanym na licznych lokalsów wcinających się bez kolejki - nikt nie reaguje. Na przejściu po stronie albańskiej jest restauracja.

Droga Shkoder - Tirana: Normalna, "europejska", równa i szeroka asfaltowa droga, dziury i zwężenia pojawiają się przy wjeździe do Tirany. Można skręcić na Durres, ta droga jest w remoncie/budowie, ale w większości jest szeroka i równa, a potem wjeżdża się na dwupasmówkę z Durres do Tirany, która jest normalną, przyzwoitą, asfaltową dwupasmówką, lepszą od gierkówki. Stoi dużo policji, więc lepiej nie przesadzać. Wystarczy, że Albańczycy przesadzają z wyprzedzaniem :)

Wjazd do Tirany: Jadąc dwupasmówką z Durres wjeżdża się prosto do centrum miasta na plac Skanderberga, trzeba tylko pokonać dwa upierdliwe ronda, na których trzeba mieć oczy wokół głowy.

Ruch uliczny i orientacja w Tiranie: Zalecana maksymalna ostrożność, łamane są wszystkie zasady, ale ruch odbywa się raczej powoli i ciężko sobie albo innym zrobić krzywdę. Klaksony w powszechnym i częstym użyciu. Zero drogowskazów czy widocznych nazw ulic, ale orientacja jest o tyle łatwa, że bulwar idzie przez miasto z północy (dworzec kolejowy) na południe (uniwersytet) przez plac Skanderberga, a z kolei z zachodu na wschód ciągnie się dwupasmowa aleja z rzeczką czy ściekiem na środku. Obie te osie przecinają się przy piramidzie i fontannach.

Noclegi: przy bulwarze i w jego okolicach mieści się sporo hoteli i hotelików. My spaliśmy w Hotelu Republika, przy samym bulwarze. Cena: 20 euro za dwuosobowy pokój z łazienką na korytarzu lub 30 euro za dwójkę z łazienką, TV i klimą. Gospodarze bardzo mili. Obok jest kilka kafejek i stoisk z szybkim żarciem.

Gastronomia: w Tiranie jest mnóstwo kawiarń, ale restauracji nie widać zbyt wiele. Ceny: kawa, cola, soki, woda itp. ok. 1 euro, duże piwo 2-3 euro. Najdrożej było w kawiarni na szczycie Sky Tower i w "klubowej" uliczce mieszczącej się 100 metrów na południe od wejścia do SkyTower - 4 euro za małą butelkę piwa. Jedzenie w restauracjach od ok. 3 euro w górę. Dużo taniej można się pożywić w ulicznych fast-foodach, smaczne lokalne "paszteciki" z farszem kosztują ok. 30 lek.

Pieniądze: waluta - lek (1 EUR = 122 ALL). Przy bulwarze jest sporo działających bankomatów. Miałem raz problem z wypłatą z karty Maestro, ale Mastercard zadziałał normalnie. Są też jakieś kantory, a na placu Skanderberga i w jego okolicach stoi sporo cinkciarzy. Nie korzystaliśmy z ich usług.

Łączność: Sieć komórkowa działa, kafejek internetowych nie ma zbyt dużo, ale są. Polecam kafejkę w budynku naprzeciwko dworca kolejowego, na północnym końcu bulwaru po wschodniej stronie.

Elektryczność: jak w Polsce.

Porozumiewanie się: angielski czasem działa, ale dużo bardziej włoski albo niemiecki.

Bezpieczeństwo: nie zanotowaliśmy żadnych niepokojących incydentów, samochód stał zaparkowany przez 2 dni na ulicy przed hotelem i nic mu się nie stało.

Przewodniki: korzystaliśmy z polskojęzycznego przewodnika autorstwa Węgra o nazwisku Tibor Dienes, i o ile dostarczył nam podstawowych informacji, to do standardu Lonely Planet mu jednak daleko. Ale się przydaje. Jest do kupienia w księgarniach i w necie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...