Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.

Indie 2006

wtorek, 19 grudnia 2006

Termin: 23 października - 10 listopada 2006

Ekipa: solo

Trasa: Bombaj - Vagator (Goa) - Bangalore - Mysore - Bangalore - Kochi (Kerala) - Aurangabad, Ajantha, Ellora - Bombaj.

Strefa czasowa: +3,5 godziny względem Polski w czasie letnim, +2,5 w czasie zimowym

Klimat: Właśnie skończył się monsun, temperatury w dzień 30-35 (w Bangalore 25-28), w nocy ok. 25 stopni, w Kerali monsun jeszcze trwał, więc padało codziennie po południu.

Waluta: rupia, (1 USD = ok. 45 INR). Bankomaty występują w dużych ilościach.

Łączność: Sieci komórkowych jest kilka, ale roaming jest raczej drogi: ponad 10 PLN za minutę rozmowy z Polską i ok. 2 PLN za smsa. Kafejki internetowe nie są aż tak powszechne, jak można by się spodziewać, do tego często jest problem ze znalezieniem w miarę szybkiego łącza. Ceny: od 20 rupii za godzinę, przeważnie w przedziale 30-50 rupii. Jak komuś bardzo zależy na prędkości (zwłaszcza upload) - polecam Business Centre w hotelu Taj Palace w Bombaju - 300 rupii za godzinę.

Język: hindi, hinduski angielski (ciężka sprawa) plus mnóstwo lokalnych.

Ludzie: jest ich tam ponad miliard, są wszędzie w dużych ilościach. Wszystkie religie i wszystkie poziomy nędzy i zamożności są wymieszane zdecydowanie bardziej, niż w jakimkolwiek innym kraju, który dane mi było odwiedzić. Kobiety w kolorowych strojach i mężczyźni z wąsem - tak można Hindusów opisać w bardzo mocnym uproszczeniu :) Bialas wzbudza oczywiste zainteresowanie, przeważnie bardzo przyjazne, chociaż czasem ciężko się opędzić od naciągaczy i żebraków. Często jednak to przyjazne zainteresowanie Hindusów przekracza granice akceptowalne dla człowieka z Zachodu. Krótko mówiąc: Hindusi są sympatyczni i przyjaźni, ale bywają też wyjątkowo upierdliwi :)

Bezpieczeństwo: nie spotkałem się z żadnymi przejawami agresji, nie słyszałem też żadnych przerażających opowieści innych białasów. Trzeba uważać na taksówkowe oszustwa na lotniskach, szczególnie na lotnisku krajowym w Bombaju (na międzynarodowym sobie ładnie z tym poradzili). Poza tym główne zagrożenia to ruch drogowy (kompletny obłęd) i różne wewnętrzne zawirowania (np. w czasie mojego pobytu trwały zamieszki w Delhi związane z akcją zamykania nielegalnych sklepów).

Noclegi: od 500 rupii (Jolly Jolly Lester, Vagator) do 1800 (hotel Shelley's, Bombaj). Ale jak ktoś się postara i jest odporny na brud, to może zejść dużo, dużo niżej. Inne noclegi: Empire Hotel, Bangalore - 1500 rupii, całkiem przyjemnie i względnie cicho; Rossitta Wood Castle, Fort Cochin, 1000 rupii - rewelacyjny pensjonat z wewnętrznym dziedzińcem, śniadanie w cenie; Hotel Classic, Aurangabad, 750 rupii (ale można się targować) - przyzwoity standard.

Jedzenie: Nie jestem fanem curry, ale różnorodność jest ogromna. W Goa i Kerali można zjeść pyszne owoce morza za niewielkie pieniądze. Najtaniej udało mi się zjeść michę ryżu z warzywami za 10 rupii koło dworca w Bangalore. Najdrożej - pizza w Bombaju za 220 rupii, knajpa w zachodnim stylu. Oczywiście trzeba uważać i unikać miejsc, gdzie nikt nie je.

Higiena i zdrowie: To ważna rzecz, jeśli chodzi o podróż do Indii. Wbrew moim obawom i przeróżnym opowieściom nie było z tym najgorzej. W żadnym z hoteli, w których spałem, nie napotkałem robactwa ani innych nieprzyjemnych atrakcji, z wyjątkiem żaby w muszli klozetowej w domku w Goa :) Nie miałem też żadnych problemów żołądkowych, i to mimo częstego jedzenia w raczej podrzędnych jadłodajniach.

Piwo: Kingfisher i parę innych, ceny od 30 do 100 rupii. Indyjskie piwo bywa kacogenne, podobno z powodu jakichś konserwantów. Ale można się przyzwyczaić.

Hity i kity: Świątynie Ellora i Ajantha, kanały Kerali, pałac w Mysore... Największą pomyłką było zabranie maski i płetw - przejrzystość wody w Goa jest bardzo mizerna. Indyjska "Dolina Krzemowa", czyli Bangalore, była raczej mało imponująca. Zresztą ogólnie duże miasta nie są specjalnie atrakcyjne, za to są cholernie głośne i brudne. Chociaż to też jest jedna z wielu fascynujących rzeczy w Indiach. Prawda jest taka: w czasie tego krótkiego wyjazdu zdążyłem ledwie rzucić okiem na Indie, i to na bardzo niewielką część tego wielkiego kraju.

Transport: pociągi - dość wygodne, tanie, ale cholernie wolne. Najlepiej rezerwować wcześniej, można to zrobić przez internet. Na większych dworcach są oddzielne kasy dla turystów zagranicznych. Scenki z ludźmi ściśniętymi jak sardynki w puszce można zaobserwować tylko w pociągach podmiejskich i w najniższych klasach na dłuższych trasach. Autobusy - jeździłem tylko na lokalnych trasach, bardzo tanie i szybsze od motorikszy ze względu na szalonych kierowców, na dłuższych trasach jeżdżą też wygodne autobusy nocne. Jeśli ktoś ma mało czasu, to sensowną alternatywą na dłuższych trasach jest transport lotniczy. Tanie linie lotnicze (jest kilka, najtańszy jest Air Deccan) są całkiem przyzwoite, chociaż niekoniecznie najbardziej punktualne. Ze "zwykłych" lnii mogę polecić Kingfisher Air, naprawdę niezły poziom serwisu, a ceny do zaakceptowania. W Goa można za ok. 150 rupii dziennie pożyczyć skuter, ale trzeba cholernie uważać na tamtejszych kierowców, zwłaszcza autobusów - poziom drogowych skłonności samobójczych jest trudny do zaakceptowania nawet dla Polaka ;)

Czy tam wrócę: Kiedyś na pewno i to na zdecydowanie dłużej.

czwartek, 14 grudnia 2006

Jeśli ktoś zajrzał tu zwabiony tytułem notki, spodziewając się jakiegoś Amira Khana, tańców, śpiewów, kiczowatej fabuły i nierealnie kolorowego przepychu, to niech szybko zmyka. Bollywood - bo to filmy nakręcone w Bombaju, do tego długawe i nudne. A mój prywatny - wiadomo dlaczego. Wreszcie dotarłem do końca filmowego materiału z Indii. Oto ostatnie dwa filmy: pierwszy to kilka kawałków z wycieczki łodzią na wyspę Elephanta. Tak naprawdę nie ma tam wiele z samej Elephanty, najciekawszy jest chyba widok Bramy Indii i hotelu Taj Palace od strony wody, niestety pod słońce, bo wracałem późnym popołudniem.


Drugi film to coś dla miłośników widoków zza kółka. Ponad 6 minut filmu z wnętrza taksówki, którą jechałem z centrum Bombaju na lotnisko. Było już ciemno, kręciłem to aparatem cyfrowym (zresztą wszystkie inne filmy też), a nie kamerą, więc jakość pozostawia wiele do życzenia, ale za to można się sporo napatrzeć na bombajski ruch uliczny i na okołouliczne ciekawostki.


wtorek, 12 grudnia 2006

Oto kilkuminutowy film ze spaceru po świątyniach w Ellora. Posiadacze wolnych łączy - cierpliwości...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...