Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.

Kolumbia 2008

czwartek, 03 lipca 2008

Ci Kolumbijczycy to są spryciarze... Uwolnić 15 zakładników z rąk partyzantów FARC i to bez użycia przemocy? A na dodatek wśród tych zakładników był ten najważniejszy - Ingrid Betancourt, dawna kandydatka na prezydenta Kolumbii, przetrzymywana w niewoli od 6 lat. Tierra Latina pewnie coś mądrzejszego na ten temat napisze, ja piszę o tym dlatego, że to kolejny dowód na coraz większą słabość FARC i na rosnący poziom bezpieczeństwa w Kolumbii - a to z kolei dość istotna sprawa dla strachliwych podróżników, obawiających się o swoje tyłki.

Onet już o tym napisał (w oparciu o ogólną informację PAP), ale oczywiście użyto tam słowa "odbita", co ma sugerować, że odbyła się jakaś zbrojna operacja i bitwa z rebeliantami. Na szczęście jest też CNN i BBC, dzięki którym dowiedziałem się, że cała operacja przebiegła bez jednego wystrzału. Rebelianci byli przez cały czas przekonani, że przekazują zakładników innej partyzanckiej grupie, która zawiezie ich na spotkanie z aktualnym przywódcą FARC. Swoją drogą to ciekawe, że nikt w naszych mediach nie zadaje sobie trudu, żeby cokolwiek na ten temat przeczytać gdzieś indziej... Może nie umią czytać?

piątek, 14 marca 2008

Dojazd: Autobus z Medellin (Terminal del Sur) jedzie jakieś 5 godzin (29 tys. peso). Są też połączenia z Bogotą, Cali, i innymi miastami regionu kawowego (m.in. Armenia, Pereira). Lotnisko - 20 minut taksówką z centrum, cena 10 tys. peso. Lot do Bogoty liniami Avianca (1 godz.) kosztował mnie 170 tys. peso. Lotnisko nie jest zbyt duże, nie trzeba być zbyt wcześnie. Mają darmowe WiFi.


Noclegi: Jest hostel Mountain House. Ja wybrałem dużo wygodniejszą, ale też dużo droższą opcję - Hotel Carretero.


Jedzenie: Największy wybór restauracji, kawiarń i barów jest w Zona Rosa, w dzielnicy o nazwie Cable i w pobliżu centrum handlowego Cable Plaza. W samym mallu też są knajpy. W centrum, w pobliżu katedry, też można znaleźć sporo miejsc do jedzenia.


Do obejrzenia: Los Nevados, czyli park narodowy, góry i wulkany. Jednodniowa wycieczka na Nevado del Ruiz kosztuje 90 tysięcy peso (45 USD). Cena obejmuje bilet wstępu do parku narodowego, wyjazd autobusem na 4800 m n.p.m., spacerek do granicy śniegu (5100 m), a potem jeszcze wizytę w źródłach geotermalnych. Dookoła jest też sporo atrakcji typu jakieś jeziorka, kaniony itp. Agencja Ecosistemas (Edificio Tamanaco na placu przy katedrze) oferuje wycieczki na Nevado del Ruiz plus inne wygłupy typu latanie na paralotni.


Życie nocne: Zona Rosa, koło Cable Plaza.


Internet: W mieście jest sporo kafejek. Hotel Carretero ma darmowy i szybki bezprzewodowy net.

czwartek, 06 marca 2008

Nie wiem czemu, ale nie mam prawie żadnych fotek z Medellin. Kilka napisów w dziwnych językach i dwa nędzne filmiki, które będą musiały wystarczyć jako ilustracja do poniższej odrobiny nudnych, ale praktycznych informacji na temat tego miasta.

Dojazd: Są dwa dworce autobusowe: Terminal del Norte i del Sur. Obsługują odpowiednio kierunek północny i południowy, chociaż np. autobusy do Bogoty odchodzą z obu dworców. Lotnisko jest w cholerę daleko (w Rionegro, 40 km od centrum) - taxi kosztuje ok. 45 tys. peso (23 USD), ale są dość wygodne zielono-białe autobusy firmy Omnibus za jedyne 5,5 tys. peso. Jadą do samego centrum, w okolice stacji metra Parque Berro. Metro (a raczej kolejka miejska) ma aktualnie 4 linie (w tym dwie to kolejki linowe). Bilet na 1 przejazd (z przesiadkami) kosztuje 1300 peso. Są też jakieś karty, które można doładować. Taksówki mają liczniki, opłata początkowa to 1600 peso.


Noclegi: W centrum jest sporo hoteli, ale raczej mało zachęcające. Są oczywiście standardowe, drogie hotele z cenami od 100 USD wzwyż. Tańsze i bardziej przyzwoite hoteliki można znaleźć przy Calle 70, koło stacji metra Estadio. Ale to dzielnica restauracji i barów, może być głośno. Jest też kilka hosteli, polecam zajrzeć na HostelTrail. Ja trafiłem do Casa del Sol - to zwykły dom, w przyjemnej dzielnicy (okolice stacji metra Floresta), są tu 3 pokoje i 2 sale wieloosobowe, wspólne, czyste łazienki, sympatyczni właściciele służący radą, dostęp do internetu.


Jedzenie: to miasto ma 2 miliony ludzi. Jasne, że można coś zjeść. I jasne, że restauracji i jadłodajni jest w cholerę i trochę. W ostateczności zawsze można jakąś empanadę wciągnąć na ulicy.

Do obejrzenia: Kolejka linowa stanowiąca część systemu kolei miejskiej, Alumbrados (dekoracje świąteczne, więc raczej można je oglądać tylko w okolicy świąt), grób Pablo Escobara (dla nekrofili).


Bezpieczeństwo: W latach 80tych miastem rządził słynny narkotykowy kartel pod przywództwem wyżej wymienionego Escobara. Wtedy było naprawdę nieciekawie. Ale Escobar wącha kwiatki od spodu, kartelu dawno nie ma, a jankeski Departament Stanu zdjął ostatnio Medellin z listy miejsc, do których obywatele US of A nie powinni jeździć. A skoro grubasy mogą, to i Wam nic nie będzie.

Życie nocne: W dzielnicy Poblado (a konkretnie w Parque Lleras) znajduje się tak zwana Zona Rosa, czyli największe skupisko klubów, barów i restauracji. Dojazd metrem do stacji Poblado i potem kawałek piechotą pod górkę. Albo taksówka.

Internet: Bez problemu, ceny w okolicy 2 tys. peso za godzinę. Szybkie łącza, Skype, słuchawki, kamerki itp.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...