Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.

Filipiny 2009

piątek, 22 kwietnia 2011

Ja wiem, że to nudne się robi. Mnie też nudzi nieco pisanie co rok o tym samym. To znaczy o tym, że w pewnym dalekim kraju każdego roku znajduje się kilkunastu śmiałków, którzy mają ochotę w Wielki Piątek powisieć trochę na krzyżu. Ale temat fajny, a ponieważ właśnie znalazłem nagranie swojej relacji dla Polskiego Radia Szczecin sprzed dwóch lat, to postanowiłem jakiegoś odgrzewanego kotlecika dla Was wypichcić, Drodzy Czytelnicy. Oto więc pokaz slajdów z tego niezwykłego wydarzenia. A w tle możecie usłyszeć mój niezborny bełkot, który zresztą jeden z moich towarzyszy określił jako "typową pseudodziennikarską paplaninę" albo jakoś podobnie. I miał rację.

Ale jeden odgrzewany kotlecik to za mało. Dorzucam więc film sprzed dwóch lat, na którym możecie zobaczyć trochę krwi, potu i gwoździ. Może nie pokazujcie tego dzieciom. Chociaż filipińskie dzieci z San Fernando takie widoki oglądają na własne oczy co rok. I wyrastają na prawdziwych katolików, którzy kochają swoich bliźnich. Pomyśleć, że to ta sama religia, którą rzekomo wyznają pełni nienawiści ksenofobi spod znaku toruńskiego radyjka.

Ponieważ jestem leniwy, a na dodatek nie lubię się powtarzać, zapraszam do poczytania archiwalnych wpisów na temat filipińskiego Wielkiego Piątku: informacji ogólnych z roku 2008, opartych o to, co zobaczyłem w San Fernando w roku bezpańskim 2006, oraz relacji i fotek z drugiej wizyty w kwietniu 2009. Jest też mój pseudopublicystyczny tekścik na portalu Wiadomości24.pl (nie wiem tylko czemu tamtejsi redaktorzy poprzestawiali mi interpunkcję i zmienili tytuł) oraz na stronie Telewizji Polskiej Londek Zdrój.

No to macie co czytać. A coś świeżutkiego dla odmiany pojawi się już za momencik. Jak tylko wrócicie z niedzielnej mszy rezurekcyjnej.

piątek, 02 kwietnia 2010

Parę osób na świecie wierzy, że 1977 lat temu Jezus umarł na krzyżu. W sumie mają rację. Sam widziałem. Może nie aż tak dawno, ale za to na własne oczy. A także okiem aparatu.

Dzisiaj, jak w każdy Wielki Piątek, w prawie każdym telewizyjnym dzienniku możecie zobaczyć krótkiego newsa z Filipin, mówiącego o tym, że paru szaleńców/fanatyków/głęboko wierzących katolików (niepotrzebne skreślić) dało się przybić do krzyża w jakiejś zapadłej wiosce. I że gwoździe są prawdziwe. Telewizja zwykle kłamie, ale tym razem wyjątkowo możecie uwierzyć dziennikowi, bo to wszystko święta prawda.

Oczywiście wioska wcale nie jest taka znowu zapadła, bo San Pedro Cutud to nie żadna wieś, tylko przedmieścia całkiem sporego miasta San Fernando w prowincji Pampanga, słynącej z doskonałej kuchni. W wiadomościach prawdopodobnie nie pokażą Wam setek biczowników z zakrwawionymi plecami, pałętających się po ulicach miasta. Ale spokojnie, ja Wam ich pokażę. Najłatwiej ich spotkać na placu przed katedrą. Za to prawdopodobnie usłyszycie, że niejaki Ruben Enaje dał się ukrzyżować już po raz dwudziesty któryś tam. Facet w ten sposób dziękuje za cudowne uratowanie życia albo rodziny, już nie pamiętam. On też już może nie pamiętać. Chociaż może już mu się to przybijanie do krzyża znudziło, albo gwoździe zaczęły wypadać przez dziury w dłoniach.

Od mojej ostatniej wizyty na Filipinach minął właśnie rok, i wreszcie udało mi się film z Wielkiego Piątku zmontować. W samą porę. Po angielsku Wielki Piątek zwie się Dobrym Piątkiem, chociaż nie wiem, dla kogo on taki dobry. Na pewno nie dla Jezusa ani dla jego filipińskich naśladowców. Ale na pewno jest to dobry dzień na premierę filmu z filipińskich Chrystusem w roli głównej. Występuje też kilku innych facetów na krzyżach oraz parudziesięciu zakrwawionych biczowników. Nie polecam go jednak dzieciom ani osobom wrażliwym na widok krwi. Proszę zmienić program na M jak Miłość.

Aha, tylko pamiętajcie, Drodzy Parafianie - ponoć Chrystus dał się przybić do krzyża także za Wasze grzechy...

piątek, 11 grudnia 2009

Specjalnie dla wszystkich stęsknionych za słońcem, przygnębionych wstawaniem przed świtem i pracą po zmroku, zmarzniętych i przeziębionych, kaszlących i kichających, a zwłaszcza dla wszystkich chorych na grypę, nieważne od jakiego zwierzęcia grypa ta pochodzi. Może ten filmowy wqrviacz jednak trochę poprawi Wam humor i pozytywnie nastroi na nadchodzące święta...

El Nido na północnym końcu wyspy Palawan to jedno z najbardziej obłędnych miejsc, w jakich kiedykolwiek byłem. Nie byłem jedynym, któremu się tam podobało. Coraz więcej białasów próbuje się tam osiedlać, zakładając knajpki, hoteliki czy szkoły nurkowe. Na razie jest ich niewielu, zresztą tłumu turystów też tam nie ma. Na razie. Kiedy cała droga do El Nido zostanie utwardzona, i podróż z Puerto Princesa skróci się z 7-10 godzin do 4-5, na pewno pojawi się ich więcej. Więc proponuję tam jechać jak najszybciej. Póki co, droga z Puerto Princesa do El Nido wygląda mniej więcej tak:

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...