Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.
sobota, 01 kwietnia 2017

Szanowni Państwo. Niniejszym przedstawiam skrócone podsumowanie niedawno zakończonej wycieczki pod tytułem "Rowerowy Idiota w Porze Deszczowej":

Rozdymka vs najeżka
- wsiadłem do samolotu z rowerem i nawet nie musiałem za niego płacić

- odwiedziłem beznadziejnie nieciekawe miasto Doha, w którym za kilka lat kibice piłkarscy masowo zanudzą się na śmierć

- zostawiłem rower w hotelu w Manado i poszedłem nurkować w śmieciach na wyspie Bunaken

Rozdymka vs najeżka

- byłem świadkiem sylwestrowej destrukcji fajerwerkowej, na szczęście bez ofiar w ludziach

- wróciłem po 10 dniach a rower dalej stał w kartonie

- przypadkowo trafiłem do rezerwatu z małpeczkami i na rodzinną imprezę

- nie mogłem wypakować roweru bo solidnie lało, więc poleciałem tam gdzie lało trochę mniej

- nurkowałem w Gorontalo przez kolejne 3 dni, nie było rekinów wielorybich, za to widziałem 3 orki (niestety z daleka i nie te z Władcy Pierścieni) i spotkałem mnóstwo sympatycznych lokalsów

Gorontalo

- chorowałem przez następne 3 dni, próbując załatwić przedłużenie wizy

- wróciłem do roweru, wypakowałem go i zabrałem promem na wyspę z ekstremalnie stromymi drogami zwaną Siau

- przejechałem kilka km po zabójczych podjazdach, byłem blisko zawału serca, lokalsi zaprosili mnie z litości na ciasteczko, po czym poszedłem pływać w morzu podgrzewanym przez wulkan, który fajnie świeci w nocy

- przesiadłem się na motorower, do tego z 75-letnim szwajcarskim pasażerem, co okazało się być słabym pomysłem skutkującym (na szczęście drobnymi) obrażeniami kończyn dolnych

- wróciłem do Manado i zapakowałem rower do kartonu

- wiedziony nagłym impulsem wsiadłem w samolot i poleciałem do Singapuru, żeby posłuchać potwornego hałasu robionego przez czterech starszych panów ubranych na czarno

Singapurnia nocą

- przy okazji przejechałem się pożyczonym szrotem rowerowym, poszedłem do muzeum, obejrzałem światełka wielkiego miasta i najlepsze lotnisko na świecie

- wróciłem do roweru, chciałem nim trochę pojeździć po górach ale deszcz zmył drogi

- wsiadłem w samolot i poleciałem na wyspę Morotai, na której spotkałem się z liczną ekipą rekinków groźnie zwanych żarłaczami rafowymi czarnopłetwymi

- rower też miał kilka swoich chwil, tym razem bez stromych podjazdów

- popłynąłem łódką na piękną wyspę Dodola, gdzie wreszcie była plaża bez śmieci, za to z ekipą lokalnych turystów, łupiącą muzyką i dronem

- szybka łódź zawiozła mnie do Tobelo, gdzie zostałem przywitany piwkiem i względnie czystą plażą o pięknej nazwie Kupa Kupa Beach

- korzystając z roweru odwiedziłem dwa pobliskie jeziorka, zmokłem trochę, nauczyłem się obierać orzechy muszkatołowca i zostałem fanem lokalnego futbolu, po tysiąckroć odpowiadając na "Hello Mister!"

- zaliczyłem kilka pobliskich wysepek, próbując się nie utopić podczas pływania z rurką

- spędziłem męczący dzień w podróży, najpierw samochodem z dziwną deską rozdzielczą, potem szybką łodzią z kompletnym maniakiem u steru, a potem taksówką, która zabrała mnie do całkiem przyjemnej willi na wyspie Ternate, do tego z widokiem na wulkan

- przez cały dzień pedałowałem wokół sąsiedniej wyspy Tidore, znów z ekstremalnymi podjazdami, za to praktycznie bez samochodów

- zapakowałem rower do kartonu po raz ostatni, wsiadłem w samolot i poleciałem do Jakarty, gdzie czekał na mnie hotelowy basen i bar na dachu z widokiem na lądujące samoloty

- poleciałem do domu, niestety rower nie przesiadał się tak szybko jak ja, więc pojawił się dopiero po 5 dniach.

Rower przeleciał około 22 tysięcy kilometrów, a przejechał jakieś 200. Trochę żenada. Ale nie żałuję, że go zabrałem ze sobą. I na pewno nie był to ostatni raz.

| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...