<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>dziennik.podróży</title>
    <link>http://lachman.blox.pl/html</link>
    <description>Nie jedź nigdzie - zostań w domu. Ja pojadę za Ciebie.</description>
    <lastBuildDate>Sat, 19 May 2012 16:26:12 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>Trzech chłopa w ciasnej dziurze</title>
      <link>http://lachman.blox.pl/2012/05/Trzech-chlopa-w-ciasnej-dziurze.html</link>
      <description>&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Skoro Chiński Nowy Rok został należycie zacelebrowany , można było opuścić gościnne Dumaguete i udać się w dość długą podróż na północ. O poranku, wraz z dwoma młodocianymi Kanadyjczykami, którzy akurat jechali tam gdzie ja, wsiadłem na prom do miasta Cebu. Prom jak prom, jak zwykle puszczali jakieś gówniane filmy, a my próbowaliśmy spać. Na miejscu, po krótkim opędzaniu się od namolnych taksówkarzy, pojechaliśmy na północny dworzec autobusowy, gdzie zapakowaliśmy się do żółtego gruchota firmy Ceres Liner, jadącego do miejscowości o słodkiej skądinąd nazwie Maya. W Mayi nie ma absolutnie nic, co mogłoby kogokolwiek skłonić do postawienia tam stopy. Poza jedną jedyną rzeczą - wysepką na horyzoncie . &lt;/p&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/oaS50CrshpoZ_wAYQ0CAxdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-WZ90L4BuCgc/T4tBvB0I80I/AAAAAAABF4o/VWN5IvvNEYs/s640/Philippines%25201376.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Ta wysepka to Malapascua , na którą z bliżej niewyjaśnionych przyczyn ściągają tłumy białasów i żółtków. Czarnuchów nie widziałem, ale ich przyjazd to pewnie tylko kwestia czasu. I mimo, że spędziłem na Małej Pasce vel Kiepskiej Wielkanocy kilka rozkosznych dni, to nadal nie do końca rozumiem, co tam jest takiego, czego nie ma gdzie indziej , i dlaczego spędziłem dwa razy po sześć godzin w autobusie kierowanym przez kompletnego idiotę, plus dwa razy po godzinie w małej łupince na wielkich falach, żeby tam się dostać. Być może zdjęcia z tej i kilku kolejnych notek pozwolą na wyjaśnienie tego absurdalnego fenomenu. &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/7JsXed2Lr1UJBT4FMYcGPtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-TWauV2PKYSY/T4tBqCpAMbI/AAAAAAABF4Q/-P9k4m0W9KE/s640/Philippines%25201324.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Pierwszych 6 autobusowych godzin obfitowało w atrakcje. Na pierwszym postoju zapytałem jakąś amerykańską pannę wysiadającą z autobusu jadącego w przeciwnym kierunku, czy w miejscowości Maya jest bankomat. Odpowiedź brzmiała NIE. Mnie to specjalnie nie zmartwiło, bo wyposażyłem się w pokaźną porcję gotówki jeszcze w Dumaguete. Jednak jeden z kanadyjskich koleżków miał przy sobie tylko kilka marnych tysięcy peso, pojawił się problem finansowania jego pobytu na Małej Pasce. Więc w ostatniej większej dziurze, której nazwy nie pamiętam, poprosiliśmy kierowcę autobusu o postój przy bankomacie. Ten o dziwo zgodził się bez oporów, pozostali pasażerowie potraktowali całą sytuację z należytym zrozumieniem, i skończyło się na dwóch postojach, bo oczywiście pierwsza ściana nie chciała wydać pieniędzy z kanadyjskiej karty. Potem już była tylko lekko obłędna jazda z rozganianiem wszelkich drogowych przeszkód przy pomocy klaksonu , aż w końcu znaleźliśmy się na końcu drogi, na końcu wyspy Cebu, w małym porcie, w którym rzuciło się na nas stado naganiaczy, oferujących przewóz łodzią na drugą stronę. Ponieważ oprócz nas w autobusie było też kilkoro naiwnych walizkowców, chętnych do zaakceptowania każdej ceny, oferty były dwukrotnie wyższe od normalnej, oficjalnej, maksymalnej ceny za łódź na Malapascuę. Walizkowcy oczywiście byli skłonni ją zaakceptować bez większych targów, ale kiedy popukałem się w czoło i powiedziałem im, jak bardzo są naiwni, utwardzili stanowisko i ostatecznie przepłaciliśmy tylko o jakieś 30 procent. &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/xlKNxfFcNEH-8BND-0J1jNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-YLKcbDRTWmg/T4tBr6ghmNI/AAAAAAABF4Y/hkqeLjG_NiE/s640/Philippines%25201325.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Po niecałej godzince walki z dość kapryśnym morzem wysiedliśmy na plaży. I tu zaczęły się schody. Chiński Nowy Rok oznacza tłumy turystów , nie tylko Chińczyków, ale przede wszystkim białasów pracujących w Chinach, którzy korzystając z długiego okresu wolnego robią sobie wypady do okolicznych ciepłych krajów. No a jak już wpadną na taką małą Malapascuę, to zajmują wszystkie miejsca noclegowe. &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/aO2m7yugsjJVpUVT-kTiEdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-0IpIKUzNhdE/T4tBtfDB7uI/AAAAAAABF4g/NNduX_Y-dEo/s640/Philippines%25201326.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Poszukiwania noclegu zaczęliśmy od ośrodków przy plaży. Zero. Wszystko zajęte. Potem zaczęli nam pomagać lokalni naganiacze, ale i oni nie zdali się na wiele. Zero. Gdzieś będą miejsca jutro, ktoś słyszał, że w Exotic jest pokój za 5 tys. peso, itp. To nie dla nas. Po dobrej godzinie poszukiwań trafiliśmy do jakiegoś dziwnego miejsca w trzecim rzędzie zabudowań od plaży, już nawet za osadą z setką nieustannie piejących kogutów. Pokój z małym łóżkiem i odrobiną miejsca obok. Łóżko w sam raz dla jednej osoby, no może dla dwóch malutkich dziewczynek. Syfiasta łazienka za rogiem. Ale co było robić... Stwierdziliśmy, że tę jedną noc przekoczujemy jakoś, a na jutro zaraz czegoś poszukamy. Proces targowania się z właścicielką naszego obskurnego przybytku był cokolwiek śmieszny. - Ile za pokój? - 1100. - A może być 900? - OK, niech będzie 800. &lt;/p&gt; &lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/xwBbKBKwafEBof-EJWmMadMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-bNr03fVEIrg/T4tB2igoIqI/AAAAAAABF5E/ItoYxCog7HM/s640/Philippines%25201329.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;p style="text-align: justify;"&gt; Poszukiwania noclegu na następne noce okazały się zwodniczo proste. Kawałek dalej znaleźliśmy nieco mniej obskurny przybytek, w którym jacyś mili panowie z Holandii mieli zamiar nazajutrz opuścić swój 3-osobowy pokoik. Ta nora wydała się nam wręcz rajska w porównaniu do naszej klitki, i poprosiliśmy miłą właścicielkę, żeby zatrzymała ten pokoik dla nas. Po czym wróciliśmy do dziurki za 800 peso. (To nic, że następnego dnia okazało się, że nowy pokój wcale się nie zwolnił, i poszukiwania trzeba było zacząć od początku.)&lt;br /&gt; &lt;/p&gt; &lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/zxmtLfy4SqYbdylcJaGKTNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-dlzvxEyLaWk/T4tB-EBCuJI/AAAAAAABF5c/WFKyTo28xX8/s640/Philippines%25201336.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Nie spodziewałem się, że czeka mnie najgorsza chyba noc w życiu. Chyba nawet gorsza od tej pamiętnej letniej nocy w roku bezpańskim 1994, kiedy wracając stopem z Hiszpanii przysnąłem na murku autostradowego kibla we wschodniej Francji, i spadając z tego murka rozwaliłem sobie łeb, a potem ze strupem na pół skroni próbowałem łapać stopa . Ciekawe czemu nikt nie chciał mnie zabrać. &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/-8M5aRhv-0HSqgmjDGyaXNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-4cw-1YxjkDw/T4tB4Nji__I/AAAAAAABF5M/4BlzwxgRqjA/s640/Philippines%25201330.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Tym razem jednak nie było krwi. Była za to moskitiera, ale tylko nad małym łóżkiem, na którym spletli się w mimowolnym uścisku moi kanadyjscy koledzy Dżosz i Rajan. Chyba dobrze im tam razem było . Mnie na podłodze było trochę gorzej. Leżałem na plastikowym materacu, do którego przykleiłem się po 10 sekundach. Mały wiatraczek w rogu pokoju nie dawał zbyt wielkiej ulgi, a na dodatek w środku nocy czułem, jak po moich nagich plecach drepczą odnóża jakiegoś robala . W poczuciu całkowitej rezygnacji pozwoliłem mu spokojnie przejść, bo walka z nim przyniosłaby więcej męki niż pożytku. I tak dotrwałem jakoś do świtu. &lt;/p&gt;</description>
      <author>lachmani@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Filipiny 2012</category>
      <guid>http://lachman.blox.pl/2012/05/Trzech-chlopa-w-ciasnej-dziurze.html</guid>
      <pubDate>Sat, 19 May 2012 16:26:12 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Drobiowa śmierć, czyli walka koko nie jest spoko</title>
      <link>http://lachman.blox.pl/2012/05/Drobiowa-smierc-czyli-walka-koko-nie-jest-spoko.html</link>
      <description>&lt;p style="text-align: justify;"&gt; W południowej części Dumaguete, opodal dworca autobusowego, znajduje się kompleks widowiskowo-sportowy o nazwie Dumaguete Cockpit and Recreation Center . Nazwa nieco myląca, bo nie ma nic wspólnego z kokpitem ani z rekreacją. Cock  to kogut, pit  to dołek, niech będzie że grajdołek, więc w Kogucim Grajdole walczą koguty . Ale walczą niezbyt rekreacyjnie, bo na śmierć i życie. &lt;/p&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/miM8iZreLwSiLQ_V1vpLWtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-2erDDtYxSqk/T3sK1JTYo9I/AAAAAAABFTo/QMdKJ29LTUQ/s640/Philippines%25201289.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/K1NYtNLcg4yAnIyxt74kj9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-fp28nZNZ5MI/T3sI-4r_-_I/AAAAAAABFSU/_QXgctygz4Y/s640/Philippines%25201239.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/kyySYsiJscGc5l2cx2HlydMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-1O3zqaSINxg/T3sJEpXpR2I/AAAAAAABFSY/4aGlIWziFZo/s640/Philippines%25201242.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/8gGuxES6rtMzSnDBeHNNZdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-qg4FiCG0k7g/T3sJLYGQNOI/AAAAAAABFSc/Du5TyDq9EOs/s640/Philippines%25201244.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/kopWUpORdBRVptU1rONfv9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-RTuZ48-P0uY/T3sJYZaWotI/AAAAAAABFSk/FEkkX9AIe5k/s640/Philippines%25201246.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/QFseqb8hEroliQHuEiQFVdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-KLfa9qvgE_E/T3sJlBiDZ5I/AAAAAAABFSs/Vlbi-Y1J7gE/s640/Philippines%25201255.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Filipiny są jednym z nielicznych już krajów, gdzie ten &amp;quot;sport&amp;quot; jest legalny. Walki odbywają się w sporych kompleksach przeznaczonych tylko do tego celu. Chociaż podobno jest też kogucie podziemie, gdzie walki są nielegalne . Jak kto zainteresowany szczegółami, niech zajrzy do Wikipedii, która tylko czasem kłamie. W każdym razie walki, które my oglądaliśmy, były jak najbardziej legalne. Ale to nie biedne koguty były w tym wszystkim najbardziej interesujące, tylko inne zwierzęta. Ludzie . &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/KafU1juK_KPdwT43CfIlPtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-cqL27EaPz14/T3sLSHMmaJI/AAAAAAABFT4/xg3sFHe7k-k/s640/Philippines%25201297.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/xRAe-8Ek2tI8zQXFSdOATtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/--kJ_azQTSkg/T3sLY3ynQTI/AAAAAAABFT8/gvYvlJI_oEc/s640/Philippines%25201298.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/d2FmorlZhHUYKT-3AW6jQNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-t3dCtC7_qAg/T3sLgL7J_fI/AAAAAAABFUA/8Ku6X8Ljans/s640/Philippines%25201303.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/JwL2PKT4I0eHucsHUJLae9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-aasLQgIJtNc/T3sJeV37JQI/AAAAAAABFSo/yF5WHhD2Fco/s640/Philippines%25201249.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; A raczej samce rodzaju ludzkiego. Jedyne samice, jakie znalazły się w Dumaguete Cockpit and Recreation Center, to turystki przybyłe w naszej grupie, oraz trzy panny sprzedające bronka w barze. Na zdjęciu widać tylko dwie, bo trzecia się wstydziła. Cała reszta to samce, spragnione nie tyle krwawej rozrywki, tylko raczej wygranej w zakładach. Bo w walkach kogutów , podobnie jak w niewiele mniej okrutnych angielskich gonitwach konnych, chodzi o hazard . &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/aiV578p5-g8xNuk1ZgAHqdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="750" src="https://lh4.googleusercontent.com/-bWuz4m5T-vg/T3sJqNs0nUI/AAAAAAABFSw/eWx_KWJbnqM/s800/Philippines%25201256.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/-psFGmZuPqGRn8INS-fkE9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-5iqQUPgVHyI/T3sLmAZ45kI/AAAAAAABFUE/m6nerggdiwM/s640/Philippines%25201305.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/C9BNbPModnTFGTANAs6POdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-nzRK8Vo5wDE/T3sLsh-YN8I/AAAAAAABFUI/maq9cCRiYyU/s640/Philippines%25201306.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/UtwE2M_meA96V-PACjJ7U9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-_qpqOSNoCEE/T3sLyAW05VI/AAAAAAABFUM/ikwUGoId0Fg/s640/Philippines%25201307.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/104728309119894480337/Cockfight?feat=embedwebsite#5727184396707246802"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-RyJ5hZlEHl4/T3sL3WjlMtI/AAAAAAABFUQ/azwzPYWqF0A/s640/Philippines%25201308.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Kiedy przyszliśmy, niewiele się działo. Trybuny były pustawe, &amp;quot;ring&amp;quot; był całkiem pusty, nie licząc gościa zamiatającego miotełką piórka i resztki krwi pozostałe po poprzedniej walce. Pustawo było też na trybunach , i wyglądało to tak, jakby już nic ciekawego nie miało się wydarzyć. Jakiś jegomość rozłożył się na krzesełkach, wyraźnie znużony, a może też znudzony kogucimi walkami. Nasza biało-żółta grupka wzbudziła zrozumiałe zainteresowanie lokalnych samców, i szybko zostaliśmy poinformowani, że to nie koniec, że jeszcze będą walki, tylko nie bardzo wiadomo ile i kiedy. &lt;/p&gt; &lt;a href="https://picasaweb.google.com/104728309119894480337/Cockfight?feat=embedwebsite#5727182238961113602"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-T-sZeSJohqk/T3sJ5wU0GgI/AAAAAAABFUU/0RAPrdKi-Vc/s640/Philippines%25201260.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/n8mkyI0dSqPGMi0d3c0f1tMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-19OEcmzoTes/T3sJwFKlKnI/AAAAAAABFS0/J0zSiqNrWuQ/s640/Philippines%25201258.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/CbptY5yLXBhiPZoOOUvtwdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-2Zr6f4mVdfQ/T3sJ99USSVI/AAAAAAABFTA/n6GxvPjqIME/s640/Philippines%25201262.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/o80RKP3RWSHYuw4qAe8bRdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-fxbNtchpaRA/T3sKCq5JwdI/AAAAAAABFQA/aX2N891HLjU/s640/Philippines%25201264.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/r1yI_zf3cCYikRp6AV3YEtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-QCRxgN4Prj0/T3sKIlvfEwI/AAAAAAABFTE/1fyCii2lVrI/s640/Philippines%25201265.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/7CnHJm636gdPXeXo7kDwI9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="750" src="https://lh6.googleusercontent.com/-CuZOhOKzkiI/T3sKnB1uOyI/AAAAAAABFTg/fX-ShwZS6_k/s800/Philippines%25201284.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Gdy biało-żółci rozsiedli się na trybunach i z bronkami w dłoniach słuchali opowieści filipińskich widzów o tym, jak ta walka wygląda, jak się robi zakłady i w ogóle jaki to fajny sport, Wielebny Lachman udał się na zaplecze celem obejrzenia przygotowań drobiu do wzajemnej rzezi. Dość zabawny był to widok, kiedy mężczyźni z niezwykle poważnymi minami pieścili swoje ptaszęta . Panowie dość chętnie pozowali do fotek, dzięki czemu możecie oglądać to na ekranach swoich wypasionych kompów. Tym razem w czerni i bieli, tak wiecie, że niby artystycznie czy coś . Z drugiej strony jakiejś feerii barw to tam nie było, co zresztą możecie zobaczyć na krótkim, acz treściwym filmiku poniżej . &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/YersvEZeb_Lxt6YFaGSp8tMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/--FCekse4Dlk/T3sKPMADRLI/AAAAAAABFTI/k_INTTQNzKg/s640/Philippines%25201266.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/LzRoyoEUQQ8Yv90mv6R-u9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-ZERKKJZEabg/T3sKV8S36PI/AAAAAAABFTM/ap2hzl7Cjq4/s640/Philippines%25201268.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/afNxY20bxIa3r0QdLSmXu9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-yxrLVr8mvMo/T3sKbhtkoGI/AAAAAAABFTQ/BZOx4jQCpsE/s640/Philippines%25201269.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/oUHWnu7WjkV6FcUyrBTaC9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-MFKJsSPIQMU/T3sKhjP7zhI/AAAAAAABFTU/oU0mIomCCo8/s640/Philippines%25201281.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/_L1V3ZV3_0cAlOn2IFIFkdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-GfMsLodD4Qk/T3sKt-2VtnI/AAAAAAABFTk/rmHwCZWMAnM/s640/Philippines%25201286.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/GxvnwySPYuAuF4qKfKC7HtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-sE1r-7fPPoc/T3sLEg-RZbI/AAAAAAABFTw/hJr-LHjxTjA/s640/Philippines%25201291.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/104728309119894480337/Cockfight?feat=embedwebsite#5727183640155558242"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-aSmY5RR1K8c/T3sLLULmkWI/AAAAAAABFT0/xCp_vi0qq_E/s640/Philippines%25201293.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Po długich i nudnych jak obrady Sejmu przygotowaniach ptaszęta w końcu stanęły do walki . Najpierw właściciele dumnie je zaprezentowali publiczności zgromadzonej wokół ringu, a potem na trybunach zapanował lekki szał związany z przyjmowaniem zakładów. W tym szaleństwie musiała być jakaś metoda , bukmacherzy porozumiewali się niezrozumiałymi dla mnie gestami i okrzykami, których w hałasie nikt nie mógł słyszeć, ale ostatecznie wrzawa ucichła, i koguty mogły zacząć się tarmosić. I szczerze mówiąc nawet nie zauważyłem, kiedy jeden z nich był już martwy . Albo prawie martwy. &lt;/p&gt; &lt;p style="text-align: justify;"&gt; Potem była jeszcze jedna, równie szybka co mało interesująca walka, zakończona drobiową śmiercią . A po walce nasza biało-żółta ekipa została zaproszona na ring celem cyknięcia pamiątkowej foty z najważniejszą personą koko-walki, naczelnym sędzią zwanym Coyme . Pamiętajcie - &amp;quot; Decyzja Coyme jest ostateczna &amp;quot;. W międzyczasie jeden z lokalsów zapytał mnie, czy u mnie w kraju też są walki kogutów. - No nie ma. - Jak to nie?! Dlaczego? - Właściwie to nie wiem, po prostu nie ma takiej tradycji. - To niedobrze. To bardzo, bardzo niedobrze. Powinniście mieć walki kogutów. To taka świetna rekreacja.  &lt;/p&gt;</description>
      <author>lachmani@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Filipiny 2012</category>
      <guid>http://lachman.blox.pl/2012/05/Drobiowa-smierc-czyli-walka-koko-nie-jest-spoko.html</guid>
      <pubDate>Tue, 8 May 2012 13:35:15 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Durny filmik z fryzjerskiego fotela</title>
      <link>http://lachman.blox.pl/2012/05/Durny-filmik-z-fryzjerskiego-fotela.html</link>
      <description>&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Dawno nic filmowego nie było, bo edycja filmów to cholernie pracochłonne zajęcie, czasu mało, a materiału do obrobienia mnóstwo. Zdaje się, że jeszcze jakieś dziesiątki gigabajtów czekają od wyjazdu do Ameryki Południowej. I pewnie nieprędko się doczekają . Ale postanowiłem na szybko machnąć coś głupiego. Niechaj ten filmik będzie przerywnikiem w ciągnącej się jak nędzna telenowela zaległej relacji z Filipin. Jak tak dalej pójdzie, to do wakacji może się nie skończyć... &lt;/p&gt; &lt;p style="text-align: justify;"&gt; Tymczasem jednak przedstawiam Państwu Szanownemu durnowatą produkcję pod tytułem Filipino Haircut . Miejsce: zakład fryzjerski w Coron, na wyspie Busuanga. Obsada: doskonale znana. Muzyka: grupa Escape The Fate w swoim popowym hiciorze No Sympathy For The Dead . Reżyseria: samo życie. Enjoy!&lt;/p&gt;</description>
      <author>lachmani@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Filipiny 2012</category>
      <comments>http://lachman.blox.pl/2012/05/Durny-filmik-z-fryzjerskiego-fotela.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://lachman.blox.pl/2012/05/Durny-filmik-z-fryzjerskiego-fotela.html</guid>
      <pubDate>Sun, 6 May 2012 23:50:43 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Chiński Nowy Rok z czerwonym pazurem</title>
      <link>http://lachman.blox.pl/2012/05/Chinski-Nowy-Rok-z-czerwonym-pazurem.html</link>
      <description>&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Po kilku dniach koczowania u Harolda zgromadziliśmy spontanicznie kilkuosobową biało-żółtą ekipkę, i pod kierownictwem Chinki o jakże chińsko brzmiącym imieniu Amy ruszyliśmy świętować Chiński Nowy Rok . Zgodnie z tradycją kultywowaną od tysiącleci w Państwie Środka każdy powinien w tym dniu mieć na sobie (lub przy sobie) coś czerwonego . Niestety okazało się, że ten kolor w mojej podróżnej garderobie nie występuje w żadnej, nawet najbardziej ukrytej postaci. Ale mus to mus, chińskiej tradycji musi stać się zadość, i przed wyjściem do chińskiej knajpy moje pazury zostały pomalowane na czerwono . A żeby nie było zbyt nudno, pomalowano je w literki C-H-I-N-A. Przez kolejne dwa tygodnie łuszczący się czerwony lakier wzbudzał zainteresowanie i podejrzliwość różnych napotykanych ludzi, ale kiedy wyjaśniałem powód obecności czerwieni na moich pazurach, wszyscy kiwali głowami ze zrozumieniem. &lt;br /&gt; &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/bByOSQOYn7acpGOs9MdmQ4blGbQ50YwfPSA1VpE9bRc?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-RhGcB6ylFxc/T6Pmn4LM-ZI/AAAAAAABHfI/vEnJUO9L1hY/s640/Philippines%25201235.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/9oI_xLNvSHgjsoR2m_YRGAr8uNToXEPFv0miBdHluuI?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="300" src="https://lh6.googleusercontent.com/-ld_sDOgEHgo/T6PlX1M_7ZI/AAAAAAABHe0/uOcR6v7akJA/s640/2012-01-22_22-57-44_HDR.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Chiński Nowy Rok na Filipinach jest dość mocno zauważalny, nie ze względu na ilość chińskich imigrantów (chociaż w miastach pewnie jest ich trochę), ale z powodu obecności masy turystów z Chin i Tajwanu, nie tylko żółtków, lecz także całej masy mieszkających w Chinach białasów , która to masa korzystając z dłuższego urlopu wyrywa się do cieplejszych i pewnie ciekawszych krajów. &lt;/p&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/MErYFScytWqhZLeYQcv8-4blGbQ50YwfPSA1VpE9bRc?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-ORH4nhUPIyg/T6Pmpb0ZO_I/AAAAAAABHfQ/PWg14kEne4M/s640/Philippines%25201236.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; W chińskiej knajpie, do której trafiliśmy, nie było żadnych Chińczyków (oczywiście poza Chinką o chińskim imieniu Amy ), i nikt chyba nawet nie wiedział, że właśnie jest Chiński Nowy Rok, a w każdym razie nikt go nie miał zamiaru jakoś hucznie obchodzić. My za to obeszliśmy go próbując licznych chińskich potraw i pozując do grupowych zdjęć. Dzięki temu wieczorowi poszerzyłem swoją znajomość chińszczyzny o chiński odpowiednik &amp;quot;Szczęśliwego Nowego Roku&amp;quot;. Brzmi to coś jakby &amp;quot; Człynzije Kłajlye &amp;quot;. A pisze się tak: &amp;#26032;&amp;#24180;&amp;#24555;&amp;#20048; . Więc po krótkim treningu wykonaliśmy grupowy okrzyk takiej właśnie treści, a panna o chińskim imieniu Amy umieściła nagranie naszego okrzyku na swoim szajsbukowym profilu . A może raczej na jakimś chińskim portalu, bo szajsbuk chyba jest w Chinach zablokowany . Za to my po zeżarciu chińskich przysmaków postanowiliśmy się trochę rozerwać. Wybraliśmy się więc na walki kogutów. O kogutach, walce i rekreacji będzie w osobnej notce , bo i rzecz uwagi warta. &lt;/p&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/GxvnwySPYuAuF4qKfKC7HtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-sE1r-7fPPoc/T3sLEg-RZbI/AAAAAAABFTw/hJr-LHjxTjA/s640/Philippines%25201291.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Za to po walkach kogutów było nam trochę mało rozrywki. Podążyliśmy więc za dźwiękami łupiącej muzyczki . Kilka dni wcześniej, wieczorową porą, z naszej norki u Harolda było słychać jakieś całkiem zacne rockowe dźwięki. Ich źródło udało nam się zlokalizować dopiero podczas chińsko-noworocznego wieczoru. Źródłem tym była spora knajpa, częściowo zadaszona, z niewielką sceną i stojącym na tejże scenie zespołem. Najważniejszym elementem tego zespołu była wokalistka, której spod nieco przykrótkiej sukienki wystawały majteczki . Ten fakt mógł umknąć uwadze licznie zgromadzonej gawiedzi, ale nie umknął uwadze mojego aparatu, kiedy przykucnąłem pod sceną celem zrobienia zdjęcia. Możliwe, że obcisły, seksowny strój miał na celu maskowanie ewentualnych niedociągnięć wokalnych, ale o dziwo tych niedociągnięć było raczej mało. Znaczy panna równie dobrze śpiewała, co się prezentowała. &lt;/p&gt; &lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/54IW5z2Oa87l5vBt9Vb9LtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-mhwKCvKlBWU/T4s_YP7nKfI/AAAAAAABF30/0MDzT1szBrI/s640/Philippines%25201314.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/LPHkKknsvOMSTM9Gg7lR-tMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="750" src="https://lh6.googleusercontent.com/-g0bsUjhk1E8/T4s_bjXQE7I/AAAAAAABF4E/LhT7pJG8SjI/s800/Philippines%25201317.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Tu przypomniał mi się dowcip. Pewien pan poszukiwał kandydatki na żonę, a że było to w dawnych czasach, robił to przez biuro matrymonialne, bo jeszcze nie było portali randkowych. I pani w biurze matrymonialnym znalazła mu dwie kandydatki. I mówi tak: - Pierwsza jest całkiem urodziwa, ale... jak by to powiedzieć... no nie jest tytanem intelektu. Nie jest specjalnie mądra. Druga za to... no może nie jest szczytem urody, ale za to pięknie śpiewa. Facet mówi: - No dobrze, ale co mi z tego że pięknie śpiewa, skoro jest szpetna? - Wie pan, uroda przemija, a ona przynajmniej zawsze będzie pięknie śpiewać. No i facet umówił się z tą brzydszą. Ubrał się ładnie, bukiet róż w dłoń, dzwoni do drzwi. Drzwi się otwierają, facet patrzy na stojącą za drzwiami kobietę i krzyczy: - Śpiewaj, kuuurwa, śpiewaj!!! &lt;/p&gt;</description>
      <author>lachmani@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Filipiny 2012</category>
      <guid>http://lachman.blox.pl/2012/05/Chinski-Nowy-Rok-z-czerwonym-pazurem.html</guid>
      <pubDate>Sat, 5 May 2012 12:53:13 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Leniwe dni wśród znudzonych rekinów</title>
      <link>http://lachman.blox.pl/2012/05/Leniwe-dni-wsrod-znudzonych-rekinow.html</link>
      <description>&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Szczęśliwe dni z Haroldem upłynęły głównie pod znakiem nurkowania. Na pierwszy ogień poszła wyspa Sumilon, ale po drodze zahaczyliśmy o południowy kraniec sąsiedniej wyspy Cebu, gdzie lokalni rybacy karmią rekiny wielorybie . Jest to kompletny nonsens, bo rekiny przyzwyczajają się do tego karmienia i przestają się żywić tradycyjnymi rekinimi metodami, czyli ganiając za plantkonem po morzach i oceanach. Ciekawe co zrobią, kiedy rybakom się znudzi karmienie. &lt;/p&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/18kT31poY4pHXFuNqV1gNdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-iYTEr8_GiyQ/T4S0edx5fTI/AAAAAAABFvw/J5daImdHeAA/s800/Philippines%25201233.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/44x4RGOJ6IUUkMmPOaJgXNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-h2u7bm0QdH8/TxqE0_jD78I/AAAAAAABG3s/YD7c6x-dXbY/s800/Phil%2520Dive%2520031.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/FIwq3Y0VHufylPcjyf2Jj9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-l2BbbAiGXPo/T4Sz7-yGYxI/AAAAAAABFtA/U2CGGwV50bA/s800/Philippines%25201171.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; No ale skoro już karmienie trwa, to podpłynęliśmy to zobaczyć. Siedzi sobie koleś w małej łódce i ze znudzonym wyrazem twarzy wrzuca coś do wody, a właściwie prosto do otwartego pyska rekina, ten zaś z uśmiechem na płaskiej mordzie  nie odstępuje swego dobroczyńcy. No dobra, trochę przesadziłem z tym uśmiechem, ale cała reszta to prawda najprawdziwsza. Sam widziałem. Zresztą Wy też możecie zobaczyć. A zobaczyć to uwierzyć...&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/H4zZlKO7VZ2vx_5p7h_hg9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-742c474e_Ek/T4Sz9W_qVNI/AAAAAAABFtI/OEyLligLDhI/s800/Philippines%25201173.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/ySP1_vP217y0r6nuNPBDiNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-a8Kg93L7DBs/T4Sz-hor5sI/AAAAAAABFtU/PFVIR-xP8Gk/s800/Philippines%25201174.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/IsVJy_0b-umoesriHYutK9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-OPhIlx_lbQI/T4S0AfMBgZI/AAAAAAABFtc/hOMOhQ74oCY/s800/Philippines%25201175.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/0ffDVpLfxmP__QTCgeNnAtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-TTF13WBYehI/T4S0BIZVwJI/AAAAAAABFtk/hIqow6DdybU/s800/Philippines%25201179.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Obejrzeliśmy to karmienie spod wody, pilnując się mocno, żeby nie znaleźć się w zasięgu ogona planktonożernej bestii. Bo chociaż był to raczej karłowaty przedstawiciel swojego gatunku, to uderzenie trzymetrowym ogonem nie należy do przyjemnych i bezpiecznych doświadczeń . Zachowywaliśmy więc rozsądną odległość, chociaż ciekawość kusiła, by podpłynąć bliżej. &lt;/p&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/_JzSzIBKe--PYaS-xw-cm9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-th92_hsRh2I/TxqE2yEPjOI/AAAAAAABG30/skXNPJo0Jus/s800/Phil%2520Dive%2520037.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/1F6Xd25iSfCH20_3K739ztMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-D8O5Umi1gYg/TxqE6J1APDI/AAAAAAABG4A/9MrCHWMC5hw/s800/Phil%2520Dive%2520059.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/cvvDVQl5nGEEQpKcP1jAodMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-gEmn28uyvB8/T4S0CKxJUWI/AAAAAAABFto/p60jQPXEgJ0/s800/Philippines%25201182.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Na marginesie - czytałem w Gazetce ostatnio, że jakaś średnio rozgarnięta pańcia surfowała na rekinie wielorybim, bo ją lokalni rybacy namówili, foteczki oczywiście opublikowała na Szajsbooku, a jak się podniósł raban, to tłumaczyła że nie wiedziała, że to nie jest najmądrzejszy pomysł... No co zrobić, większość turystów to kompletni debile , i ja też uważam się za debila, że dałem się w te rekinie nury wkręcić, zwłaszcza że poza rekinem karmionym z łodzi nie było tam kompletnie nic ciekawego. &lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/1Cx3wRI_YnqUXh1lJITI6NMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-22Qg7q5t6nc/TxqExG0nMiI/AAAAAAABG3g/U2PTgnF1AMM/s800/Phil%2520Dive%2520024.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/sUs-AzK-kd5eaQQxpw6VF9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-NpXkB-k1o5I/TxqEzlUs-gI/AAAAAAABG3o/qJkS8_NhhRE/s800/Phil%2520Dive%2520030.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Potem były jeszcze dwa nury na tym całym Sumilonie, podwodnego szału nie było, ale parę ładnych widoczków załapało się w obiektyw. To była jednak tylko zapowiedź widoczków z następnego poranka, kiedy to wybraliśmy się na leżącą kawałek na południe od Dumaguete wyspę Apo . &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/Nnz7gD6UA4M7f5quJANCqtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="750" src="https://lh4.googleusercontent.com/-ER2yDa-x-8Q/T4S0DkNxCvI/AAAAAAABFtw/meLLrwEZdXg/s800/Philippines%25201183.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/zUeri4NfjoNsgnj8qrfMBdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-w22Mq9XXgEU/T4S0G9OObhI/AAAAAAABFuA/GYz3RbXWyts/s800/Philippines%25201186.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/sD7ZTGrk9y4h-UJzptObB9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-knQj5sEkNzE/T4S0IiyYUNI/AAAAAAABFuI/Zd9m1eHlQsA/s800/Philippines%25201191.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/BFR3fhHWkdpDpS4ssnRi_tMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-PocaoR0oiNo/T4S0Kuk2QEI/AAAAAAABFuQ/g7aV9GEpKus/s800/Philippines%25201194.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; (Tu jestem winien Czytelnikom mały wtręt odnośnie nazw . Podobnie jak w Ojczyźnie naszej Przenajświętszej, na Filipinach jest wiele różnych miejsc, które noszą te same nazwy . I tak na przykład jest miasto San Fernando  w prowincji Pampanga, a ledwie kawałeczek dalej jest kolejne San Fernando, tym razem w La Union. Donsol może być na południowym wschodzie Luzonu, ale ponoć jest też drugi Donsol gdzieś niedaleko Iloilo. Sabang  to miejscowość na Mindoro - oraz wioska na Palawanie, w której główną atrakcją jest Podziemna Rzeka. Wyspa Camiguin  jest koło Mindanao, a drugi Camiguin leży sobie na dalekiej północy, w archipelagu Batanes. Podobnie jest też z Apo . Jest Apo Island , koło Dumaguete właśnie; jest Apo Reef , również atrakcyjna nurkowo, która leży na zachód od Mindoro; i jest Mount Apo , czyli najwyższa góra Filipin, leżąca koło miasta Davao na wyspie Mindanao.) &lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/0aIiPLkNt7bBNekHwiuBAtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-S8oykffP1gY/T4S0RJhWzSI/AAAAAAABFuw/Na23ufzQtOk/s800/Philippines%25201200.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/BaLuBTMKQGGXbRikDC1Ft9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-86utOy5itIg/T4S0VELwSFI/AAAAAAABFvA/hUvB4VAFypg/s800/Philippines%25201209.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/rwsXQQ527fA0XQbBYZ4urdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-5qgLXntZsu8/T4S0WB5Vn2I/AAAAAAABFvM/hVR4yfhJnG8/s800/Philippines%25201216.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/TtAv3beODwZDk0l34vHlf9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-H2VWbwR1yo8/T4S0Ya3vXhI/AAAAAAABFvU/bxV5jt4F5vU/s800/Philippines%25201221.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/_3t66VY8UHl3pwNc2dBRfdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-6unXZTrugLQ/T4S0ZlU23gI/AAAAAAABFvc/Z5vuXb-BgHQ/s800/Philippines%25201224.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Apo Island została niedawno mocno sponiewierana przez ten sam &amp;quot;tajfun&amp;quot; Sendong, który spowodował śmierć ponad tysiąca osób w Cagayan de Oro, i przy okazji zabił kilkadziesiąt w okolicach Dumaguete . Większość ofiar to ludzie mieszkający w najbiedniejszych dzielnicach nad rzeką, których deszcz i powódź zaskoczyły w nocy, we śnie. Zatonęło też sporo mniejszych i większych łódek, a najbardziej widoczną pamiątką po tajfunie jest wrak statku wiozącego piwo, któremu skończyło się paliwo i wraz z piwem osiadł na mieliźnie niedaleko miasta. Widać go wyraźnie z miejskiego bulwaru. Ciekawe tylko, czy piwko jeszcze chłodzi się w ładowniach. &lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/J3hAYZm48j76lFtTaCHFa9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-BFjrfFWVq98/TyIPsJJBRHI/AAAAAAABG4Q/D5V2ZT0_Tps/s800/Phil%2520Dive%2520163.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/J66KMS_6XyZ-izXIb2GA79MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-3vxZELCpZ4Q/TyIPubiJ2fI/AAAAAAABG4U/rF9kDNKoyTA/s800/Phil%2520Dive%2520164.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/kJZkASqOMCtCVs_-NMpK-dMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-imgH7KP0nUQ/TyIPwaOvqCI/AAAAAAABG4Y/H9Rgf97AUd4/s800/Phil%2520Dive%2520179.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/dsmgCxeIfWyd8wqyxO6gQNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-MxaU-zy19tc/TyIPyUz3f3I/AAAAAAABG4c/eFif0zqALz0/s800/Phil%2520Dive%2520182.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/fHIRY8nx-EGhpMIfEKVJxNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-_ebCF2_HBWo/TyoRLundZdI/AAAAAAABG4s/agIItbVu6wU/s800/Phil%2520Dive%2520388.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/_fG5e-QBwHzD9iBIGbuCPdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-XrKYXuIP1cs/TyIP2k5Ip1I/AAAAAAABG4k/svLhj_lcgv0/s800/Phil%2520Dive%2520186.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Wracając do Apo, tamtejsze rafy po wschodniej stronie wyspy dostały mocno w kość  (Harold twierdził, że są zniszczone w 70-80 procentach). Rozmiary strat nie zostały jeszcze dokładnie oszacowane, ale mówi się o tym, że być może trzeba będzie wyspę zamknąć dla nurkowania, żeby pomóc rafie się odrodzić. My jednak nurkowaliśmy po stronie zachodniej, której nacierające ze wschodu fale nie naruszyły. I było to całkiem zacne nurkowanie, chociaż porównania do Sipadanu (a na takie gdzieś trafiłem) uważam za mocno przesadzone. Ale warto było wydać te 4 kawałki. Zwłaszcza, że sama wyspa jest po prostu piękna, z ostrymi skałami i piaszczystymi zatoczkami. Jeśli kogoś na to stać, to może nawet pobyczyć się mieszkając w Apo Island Resort (&lt;a href="http://www.apoislandresort.com/"&gt;www.apoislandresort.com&lt;/a&gt; ). Mnie niestety nie było stać, więc wróciłem do mojej zatęchłej wieloosobowej nory u Harolda . &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;</description>
      <author>lachmani@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Filipiny 2012</category>
      <comments>http://lachman.blox.pl/2012/05/Leniwe-dni-wsrod-znudzonych-rekinow.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://lachman.blox.pl/2012/05/Leniwe-dni-wsrod-znudzonych-rekinow.html</guid>
      <pubDate>Tue, 1 May 2012 12:03:42 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Dyskretny urok Dumaguete</title>
      <link>http://lachman.blox.pl/2012/04/Dyskretny-urok-Dumaguete.html</link>
      <description>&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Filipińskie miasta nie należą do najbardziej urokliwych na świecie. Ale na szczęście od tej smutnej reguły są wyjątki, a jednym z takich wyjątkowych wyjątków jest Dumaguete . Głównie z powodu całkiem przyjemnego bulwaru nad morzem, z którego rozciąga się widok na sterczący z morza wrak statku. Wrak jest całkiem świeży, bo pochodzi z pamiętnego grudniowego dnia, w którym tajfun zmył do morza dwa tysiące ludzi w Cagayan de Oro na wyspie Mindanao (o czym trąbiły nawet nasze media) i kilkadziesiąt osób w pobliżu Dumaguete (o czym już nasze media nie informowały). Statek przewoził piwo , skończyło mu się paliwo, i nieszczęśliwie wylądował na mieliźnie prawie na wprost miasta. Nie wiem, czy ładunek przetrwał katastrofę, ale podejrzewam, że sam statek jeszcze trochę czasu na tej mieliźnie spędzi. &lt;/p&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/ehO8sebVKmtlnKETQWQlotMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-ncrpZoZtrKg/T3r40tWMdoI/AAAAAAABFOM/_GMHc-NlMM8/s800/Philippines%25201163.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/FEc5eyECNGl0T3xaPSWlJ9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-ossn08WIF6I/T3r3_IM8LcI/AAAAAAABFMg/IBH70acoDfA/s800/Philippines%25201099.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/1gem65E-3e3I6ghXMkY1p9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-rywcTUXEIf8/T3r4OUpjyiI/AAAAAAABFM8/ZXeDAMD6dnQ/s800/Philippines%25201114.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/mPz8NK4CbTivGulg6todCNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-IzvCwBKrl-s/T3r4Ss-Q9BI/AAAAAAABFNE/hgXWFu8GFSU/s800/Philippines%25201139.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/ZwALFXBo5d8zIM_k9PHQZtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-V5XkEUNLRtc/T3r4wkXqyXI/AAAAAAABFOE/ChOndzyJ7XI/s800/Philippines%25201124.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; W Dumaguete musiałem załatwić sobie przedłużenie wizy. Oczywiście podejrzewałem, że filipińska biurokracja będzie lekko upierdliwa i czasochłonna, więc do biura imigracyjnego wybrałem się od razu następnego dnia po przyjeździe. Tymczasem okazało się, że największym problemem było... znalezienie samego biura , bo mimo znajomości dokładnego adresu nie mogłem do niego trafić. Potem okazało się, że jest ukryte przed wzrokiem ciekawskich w zakamarkach niepozornego biurowca, który wyglądał raczej na budynek przeznaczony do rozbiórki. Kiedy już tam trafiłem, poproszono mnie o wypełnienie formularza, uiszczenie opłaty w wysokości około 3000 peso, czyli 70 dolków, i po 3 godzinach mogłem już odebrać swój paszport z wizą przedłużoną do 59 dni. Dzięki temu miałem trochę czasu na zapoznanie się z centrum miasteczka. &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/uwH013y_vG9hsoSNgujo29MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-15CPoDQUDlM/T3r3W22YP1I/AAAAAAABFLQ/VkD47aZJd10/s800/Philippines%25201054.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/tLWPlXWOlxYkKi7ruMC7JdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-mi0n3iz_6cY/T3r3aj2uUeI/AAAAAAABFLY/3k5iP-fS3yk/s800/Philippines%25201057.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/Fo-osqwQzwrv4-eKA1NS5NMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-hpOXKXJdb5U/T3r3dx2toLI/AAAAAAABFLg/2ZZvqpJMY84/s800/Philippines%25201058.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/bBTmZ72LOmkpvCawc4oyINMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-_X2mDm9Gis0/T3r3hHmfDZI/AAAAAAABFLo/KdTW7iscnAI/s800/Philippines%25201061.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/iHjp81H_djoCU8eNtZDLLNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-9joiN1iDQWU/T3r3o9pPi7I/AAAAAAABFL4/_FtImO0dj1Q/s800/Philippines%25201073.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/Azx5-FtOQ2Qqx6rZqoiEdNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-DPHgHVOa8rg/T3r3wpADfNI/AAAAAAABFMI/7WzQPCk86j0/s800/Philippines%25201079.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&#xD;
&#xD;
&#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Dzięki wizycie na głównym placyku dowiedziałem się, że Dumaguete zostało wyzwolone dokładnie tego samego dnia co Szczecin . 26 kwietnia 1945. Co prawda obecnie trwają dyskusje, czy ten dzień miał rzeczywiście coś wspólnego z wyzwoleniem, ale w przypadku Dumaguete raczej takich wątpliwości nie ma. Może powinniśmy jakieś partnerstwo z nimi zainicjować? Przy tymże samym placyku stoi oczywiście kościół . Chyba pod wezwaniem św. Mateusza, ale kto go tam wie. Kawałek dalej rozciąga się spory kampus Uniwersytetu Sillimana. Nazwa ta wzbudza pewne rozbawienie wśród anglojęzycznych turystów, bo wychodzi na to, że Dumaguete ma chyba jedyny na świecie Uniwerek Głupiego Człowieka. Ale okazuje się, że to pierwsza protestancka uczelnia na Filipinach, bardzo poważna i szanowana instytucja. Więc nie ma się co wygłupiać. &lt;br /&gt; &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/FEsXeg3JsYeSkGxvLPdka9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-P684_9kdJz4/T3r3LRtURNI/AAAAAAABFK4/nitDrYiLuYQ/s800/Philippines%25201049.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/H3CMq2MEQBtBQNPQKN0l2dMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-7G13JXD6bG8/T3r3OkxuskI/AAAAAAABFLA/uE9fJUL4pfQ/s800/Philippines%25201050.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/t6gYn_fERvHayVph5yiM4NMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-vWBe6P2ut3g/T3r3SJ6YZrI/AAAAAAABFLI/IciT7bssNSQ/s800/Philippines%25201051.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Jedna rzecz w Uniwerku Sillimana mi się bardzo spodobała - otóż na płocie uczelni wiszą liczne transparenty sławiące studentów, którzy czymś znaczącym się wykazali. Na przykład zajęli jakieś miejsce w jakimś konkursie na esej, albo ładnie się zachowywali. Szkoda że u nas nie ma takiego zwyczaju. Może studentom chciałoby się jakieś eseje pisać , zamiast wypisywać bzdury na fejsie i oglądać jakieś kwejki czy demoty. &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/wzggU8KkzY_4v4Pd4I_Ra9MTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-CBGM2vOCL-8/T3r3zazZolI/AAAAAAABFMQ/Z4cLoz7inHA/s800/Philippines%25201092.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/ZeKPSwnqYFOMLBxHmGGcndMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/-atGiFwIuvk4/T3r35BhUkMI/AAAAAAABFMY/46apsrrigqg/s800/Philippines%25201098.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/H4tTyvJWJsXbHDRXJXH1uNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh5.googleusercontent.com/-iIytafF7viw/T3r4IoOI8qI/AAAAAAABFM0/bw-7DgttIlU/s800/Philippines%25201133.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Przy nadmorskim bulwarze, który popołudniami i wieczorami wypełnia się ludźmi, stoi dość ciekawy pomnik zakonnic w łódce. Albo łódki z zakonnicami. Okazuje się, że przypłynęły one aż z Francji, a dokładnie z Chartres. Dzielne kobitki, bez GPSu i żagli w takiej małej łupince . To jest wyczyn, a nie tam jakimś kajakiem przez Atlantyk czy inne wygłupy...&lt;/p&gt; &#xD;
&#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/4sYz1NKZ-Y8g0JRMvUFG6dMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh3.googleusercontent.com/--291GLOdHbg/T3r4VdFD6AI/AAAAAAABFNM/GTtrRtulA9w/s800/Philippines%25201140.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/v42YDEeJnVDR_R0cyhS0UtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh4.googleusercontent.com/-9Jp2AfoKSWY/T3r4e7xGNEI/AAAAAAABFNc/6IctU2ViNFI/s800/Philippines%25201149.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/CqL4CTvFSGvYqPJ1oDZ_5tMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-5t3mUZZ6ApI/T3r4kmqxNKI/AAAAAAABFNk/yp63jtcpE8o/s800/Philippines%25201121.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/izAm9Xh2bJKEauio_9ibrNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img width="500" height="334" src="https://lh6.googleusercontent.com/-SBisirn_euw/T3r4nPLfT1I/AAAAAAABFNs/iz5yNERO14Y/s800/Philippines%25201150.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; W centrum Dumaguete jest też parę fajnych knajpek. Moją ulubioną na tych kilka dni stała się restauracja Ka Waway, gdzie zajadałem stek z marlina, płacząc jednocześnie nad marnym losem, który spotkał tę przepiękną rybę . Muszę jednak stwierdzić, że była absolutnie przepyszna, i ta pychota uspokoiła moje sumienie. W końcu trzeba jeść ryby, korzystając z tego, że Chińczycy jeszcze wszystkich nie zeżarli ...&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;</description>
      <author>lachmani@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Filipiny 2012</category>
      <guid>http://lachman.blox.pl/2012/04/Dyskretny-urok-Dumaguete.html</guid>
      <pubDate>Fri, 27 Apr 2012 00:10:14 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Smrodek białasów u Harolda</title>
      <link>http://lachman.blox.pl/2012/04/Smrodek-bialasow-u-Harolda.html</link>
      <description>&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Harold's Mansion w Dumaguete to prawdziwa instytucja. Nie wiem, czy dlatego, że jest wymieniona na pierwszym miejscu w Biblii, czy może jest wymieniona dlatego, że jest taką instytucją. Prawdziwą, dobrze zorganizowaną backpackerską białasownią , która oprócz &lt;a href="http://haroldsmansion.com/"&gt;całkiem taniego spania&lt;/a&gt;  załatwi Ci wszystko. No może prawie wszystko. Nurkowanie?  Proszę bardzo, mamy własną łódź. Internet?  Oczywiście, mamy 3 komputery, a oprócz tego jest wifi (wolne trochę). Pranie?  Jasna sprawa (nic to, że tańsza pralnia jest po drugiej stronie ulicy). Jedzenie?  Bar/restauracja jest na pierwszym piętrze. Przy okazji wodę, kawę i herbatę serwuje za darmo przez cały dzień. Impreza na dachu jest chyba dwa razy w tygodniu, trzeba tylko własny alkohol kupić. W barze na pierwszym piętrze oczywiście. Potrzebujesz skoczyć do miasta?  Nie musisz brać tricykla za horrendalne 7 peso (60 groszy) za osobę - przy recepcji stoją trzy śmieszne rowerki, które można sobie pożyczyć za darmo (dobrowolne datki są mile widziane). &lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/lh/photo/2H-uTPx6pjAZowX3YqqQxNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img height="334" width="500" src="https://lh6.googleusercontent.com/-71huzr6x5Us/T3r4Fp0VvLI/AAAAAAABFMs/fAWK8xJar04/s800/Philippines%25201103.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt; Trudno się więc dziwić, że białasy i żółtki walą do Harolda drzwiami i oknami . Nawet mimo tego, że dwa domy dalej jest ponoć całkiem przyjemny i równie tani hotelik. Łóżko w dormie u Harolda kosztowało jedyne 250 peso, towarzystwo okazało się być całkiem kontaktowe, tylko druga noc była trochę ciężka, bo pojawiło się paru kolesi z mokrymi ciuchami, butami i ręcznikami, więc nasz pokój walił stęchlizną niemiłosiernie. Dwa wiatraki i klimatyzacja nie bardzo były sobie w stanie z tym poradzić. Ale kolejnego dnia ciuchy były już suche i waliło tylko trochę męskim potem. Dziewczynki - nawet gdyby chciały upajać się tym cudownym zapaszkiem - nie miały prawa przebywać w naszej norce. Co ciekawe, o tym zakazie informowała kartka wywieszona... w męskiej toalecie. Czyżby ktoś zakładał, że w kiblu jednak wolno im przebywać? &lt;/p&gt;</description>
      <author>lachmani@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Filipiny 2012</category>
      <comments>http://lachman.blox.pl/2012/04/Smrodek-bialasow-u-Harolda.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://lachman.blox.pl/2012/04/Smrodek-bialasow-u-Harolda.html</guid>
      <pubDate>Mon, 23 Apr 2012 19:29:24 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


